Dziennik.plSport

Czwartek, 17 maja 2012

Imieniny: Sławomira, Paschalisa, Weroniki

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. 9°C

Smuda - trenerski Dyzma czy cudotwórca?

2009-10-30 | Ostatnia aktualizacja: 20:33 | Komentarze: 0 | skomentuj

"On wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi o Franciszku Smudzie jego stary znajomy z Widzewa. Ale są też takie opinie: "Franz ma więcej szczęścia niż rozumu". To słowa byłego współwłaściciela Widzewa, Andrzeja Grajewskiego. Poznaj nowego trenera polskiej kadry.

Pogoda

POLSKA

Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

"Zwierzę wie, kiedy atakować, kiedy uciekać, a kiedy się bronić. On natomiast wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi Tadeusz Gapiński, stary znajomy, kierownik Widzewa, z którym Smuda odnosił największe sukcesy. "Dzięki temu potrafi wycisnąć z zawodnika więcej, niż on sam się spodziewa. Tego nie da się nauczyć na żadnym kursie. To dar boży - albo się go ma, albo nie" - dodaje.

Dla Andrzeja Grajewskiego, kiedyś współwłaściciela tego samego Widzewa, Smuda to ignorant, który ma farta, trenerski Nikodem Dyzma. "Franz ma więcej szczęścia niż rozumu" - powiedział niedawno gazecie Futbol News.

Jako piłkarz wielkiej kariery nie zrobił. Unia Racibórz, Odra Wodzisław, Piast Gliwice, trzeciorzędne kluby w Stanach Zjednoczonych, a na koniec w Niemczech. O wielką piłkę otarł się w Legii Warszawa, kiedy w połowie lat 70. gwiazdami przy Łazienkowskiej byli Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy. Po latach, kiedy powrócił do stolicy jako selekcjoner, na treningu zagadał. "Kiedy my z panem Luckiem graliśmy w Legii..." - zaczął, ale ten natychmiast mu przerwał. "Co robiliśmy? Grałem ja, a ty tylko w Legii byłeś" - uciął Brychczy.

Jako trener też brał długi rozbieg. Próbował szczęścia w Niemczech, Turcji, w Polsce ze Stalą Mielec dwukrotnie zajął 11. miejsce w ekstraklasie. Szczęście przyniósł mu Widzew Łódź, w 1995 roku drużyna zdobyła wicemistrzostwo, a w następnym sezonie sięgnęła po koronę, nie przegrywając ani jednego meczu. Do historii przeszły mecze rozstrzygane w końcówkach. W eliminacjach Ligi Mistrzów Widzew przegrywał w Kopenhadze z Broendby 0:3, ale wyciągnął na 2:3, a decydującą o awansie bramkę zdobył w 89. minucie. "Pamiętam ten mecz. Przegrywamy 3:0, a powinno być i 6:0. I tamten trener, chyba idiota, zdejmuje trzech najlepszych zawodników! I my strzelamy dwa gole, awansujemy, wprost niebywałe!" - wspomina Grajewski.

...czytaj dalej

Robert Piątek
Źródło: dziennik.pl
123456następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Najczęściej komentowane

«