Smuda - trenerski Dyzma czy cudotwórca?
"On wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi o Franciszku Smudzie jego stary znajomy z Widzewa. Ale są też takie opinie: "Franz ma więcej szczęścia niż rozumu". To słowa byłego współwłaściciela Widzewa, Andrzeja Grajewskiego. Poznaj nowego trenera polskiej kadry.
- Cała prawda o Franciszku Smudzie
- Oto kadra Smudy. Są sensacje!
- Lato nie przedstawi nowego selekcjonera
- Zobacz, czym błysnęli kadrowicze Smudy
- Kosowski: Zasłużyłem na grę w reprezentacji
- Lubaszenko: Franciszek Smuda to świetny trener
- Boniek: Wybór Smudy trafny, ale nieszczery
- Smuda: Przy hymnie mają ciarki przechodzić
- Mięciel bohaterem kolejki ekstraklasy
- Smuda: Jeszcze dziś pomyślę o składzie
- Smuda trenerem reprezentacji
- Sponsorzy chcą większego wpływu na piłkę
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Zwierzę wie, kiedy atakować, kiedy uciekać, a kiedy się bronić. On natomiast wie, kiedy zażartować, kiedy krzyknąć, kiedy przytulić" - mówi Tadeusz Gapiński, stary znajomy, kierownik Widzewa, z którym Smuda odnosił największe sukcesy. "Dzięki temu potrafi wycisnąć z zawodnika więcej, niż on sam się spodziewa. Tego nie da się nauczyć na żadnym kursie. To dar boży - albo się go ma, albo nie" - dodaje.
Dla Andrzeja Grajewskiego, kiedyś współwłaściciela tego samego Widzewa, Smuda to ignorant, który ma farta, trenerski Nikodem Dyzma. "Franz ma więcej szczęścia niż rozumu" - powiedział niedawno gazecie Futbol News.
Jako piłkarz wielkiej kariery nie zrobił. Unia Racibórz, Odra Wodzisław, Piast Gliwice, trzeciorzędne kluby w Stanach Zjednoczonych, a na koniec w Niemczech. O wielką piłkę otarł się w Legii Warszawa, kiedy w połowie lat 70. gwiazdami przy Łazienkowskiej byli Kazimierz Deyna i Lucjan Brychczy. Po latach, kiedy powrócił do stolicy jako selekcjoner, na treningu zagadał. "Kiedy my z panem Luckiem graliśmy w Legii..." - zaczął, ale ten natychmiast mu przerwał. "Co robiliśmy? Grałem ja, a ty tylko w Legii byłeś" - uciął Brychczy.
Jako trener też brał długi rozbieg. Próbował szczęścia w Niemczech, Turcji, w Polsce ze Stalą Mielec dwukrotnie zajął 11. miejsce w ekstraklasie. Szczęście przyniósł mu Widzew Łódź, w 1995 roku drużyna zdobyła wicemistrzostwo, a w następnym sezonie sięgnęła po koronę, nie przegrywając ani jednego meczu. Do historii przeszły mecze rozstrzygane w końcówkach. W eliminacjach Ligi Mistrzów Widzew przegrywał w Kopenhadze z Broendby 0:3, ale wyciągnął na 2:3, a decydującą o awansie bramkę zdobył w 89. minucie. "Pamiętam ten mecz. Przegrywamy 3:0, a powinno być i 6:0. I tamten trener, chyba idiota, zdejmuje trzech najlepszych zawodników! I my strzelamy dwa gole, awansujemy, wprost niebywałe!" - wspomina Grajewski.
...czytaj dalej








































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!