Dziennik.plSport

Wtorek, 14 lutego 2012

Imieniny: Walentego, Cyryla, Metodego

Pogoda: Warszawa Dziś

temp. -3°C

Wygraliśmy z Kanadą 1:0

2009-11-18 | Ostatnia aktualizacja: 20:44 | Komentarze: 0 | skomentuj

To pocieszające - Polacy się nie skompromitowali. Po raz pierwszy od 389 minut strzelili gola i wygraną 1:0 zakończyli fatalny rok dla polskiej reprezentacji. Nieważne, że ze słabą Kanadą. Ważne, że wreszcie zwyciężyli. "Nie daliśmy rywalowi pograć. Widzę w zespole paru świetnych piłkarzy" - cieszył się po meczu selekcjoner Franciszek Smuda.

Pogoda

POLSKA

Wtorek 2012-02-14

temp. min -19°C max. 1°C
opady: śladowe opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

Przede wszystkim nie zawiedli młodzi. Maciej Rybus grał lepiej niż w pierwszym lepszym meczu Legii, zdobył ładną bramkę, miał też kilka udanych dryblingów. "Trener Smuda wymaga ode mnie czegoś innego niż Jan Urban wymaga w Legii" - zauważył Rybus. "Dalej chcę pokazywać, że zasłużyłem na to powołanie. Już były takie przypadki, że ktoś wyskoczył na szerokie wody i nagle zniknął, ale mam nadzieję, że ze mną tak nie będzie".

Przez Macieja Sadloka nie straciliśmy żadnego gola (a to w porównaniu choćby z innym młodzianem, który był próbowany na pozycji stopera, Piotrem Polczakiem, spore osiągnięcie). 20-letni obrońca Ruchu czuje się w kadrze coraz pewniej, kilka razy pokazał starszym, gdzie mają pobiec, krzyknął co powinni zrobić. "Brakuje mi doświadczenia, ale było dobrze. Oby więcej takich meczów. Dobrze współpracowało mi się z Michałem Żewłakowem, który udanie wprowadził mnie do tej drużyny" - powiedział po meczu Sadlok.

Nie miał się czego wstydzić również Wojciech Szczęsny. Smuda mógł poczuć satysfakcję, że przy powołaniach nie popełnił błędów swoich poprzedników.

Poprawili organizację gry

Jak wyglądał ten mecz z perspektywy selekcjonera, przez pryzmat jego zapowiedzi? Futbolu totalnego raczej nie zobaczyliśmy. Nie ten etap przygotowań, jeszcze nie ci piłkarze. Selekcjoner mówił, że będzie zwracał uwagę, kto na boisku myśli. Na początku piłkarze nie słuchali.

Zaczęło się od niepotrzebnego podania Jakuba Rzeźniczka i niewymuszonego błędu Tomasza Kuszczaka. Na początku to Kanadyjczycy byli groźniejsi.

Goście zamykali Polaków na ich połowie. Z czasem było jednak coraz lepiej. "Poprawiliśmy nieco organizację gry, chociaż oczywiście jeszcze nie wszystko nam się udaje" - stwierdzi Smuda.

Nie było wielu niewymuszonych długich podań, bezsensownych strzałów dystansu. Za to sporo kombinacyjnej gry. Na przykład w 19. minucie, gdy po kilku podaniach piłka trafiła do Rybusa. Ten ładnie ją przyjął i strzelił celnie z woleja. Albo kilkanaście minut później, gdy Sławomir Peszko z Robertem Lewandowskim oszukali Kanadyjczyków i ten ostatni mógł podwyższyć na 2:0. "Najbardziej może cieszyć ten ostatni kwadrans pierwszej połowy. Graliśmy piłką, stwarzaliśmy sytuacje" - zauważył Dariusz Dudka.

czytaj dalej

Źródło: Dziennik.pl
12następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Walentynki w
Dziennik.pl Walentynki w Dziennik.pl

Najczęściej komentowane