Włoszczowska kocha się w... hiszpańskim
Naszą olimpijską wicemistrzynię w kolarstwie górskim pociągają gorące latynoskie klimaty. Maja Włoszczowska za noworoczne postanowienie stawia sobie naukę języka hiszpańskiego. Jak przyznaje, zakochała się w nim w... Wenezueli, gdzie spędziła listopadowy urlop.
- Maja jest przeszczęśliwa i nienasycona
- Włoszczowska rozbierze się w "Playboyu"?
- Celebryci pomogą niepełnosprawnym w sporcie
- Oto kandydaci na najlepszych sportowców
- Szmyd i Włoszczowska kolarzami roku
- Włoszczowska zaczęła od zwycięstwa
- Rywalka Włoszczowskiej operowana
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-17

temp. min 0°C max. 15°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Nie mówię po hiszpańsku, ale po pobycie w Ameryce Południowej stwierdziłam, że warto zacząć się uczyć. Znam trochę włoski i do tej pory to właśnie on był moim ulubionym językiem. Jak się okazało hiszpański też jest fantastyczny i dużo bardziej rozpowszechniony na świecie. Po tym wyjeździe mam ambitny plan, by się wziąć za niego" - powiedziała zawodniczka CCC Polkowice.
Do Wenezueli trafiła trochę przypadkiem. Miała do wykorzystania bon-prezent po ubiegłorocznym plebiscycie na najlepszego sportowca Warszawy. Włoszczowska reprezentowała wówczas stołeczny klub MTB Halls Team.
"Z całej palety ofert właśnie ta spodobała mi się najbardziej. Bardzo mnie interesuje Ameryka Południowa, tamtejsza kultura, klimat, krajobrazy. Jeśli chodzi o sam kraj, to spodziewałam się, że będzie więcej zieleni i dżungli. Tego akurat było mniej, ale za to były wspaniałe wodospady. Mieliśmy też okazję pod jednym z nich przechodzić, między ścianą wody, a skałami. Niesamowitym przeżyciem był też lot samolotem w kanionie pomiędzy górami Tepui" - oceniła.
Kolejny urlop chciałaby spędzić w Indiach i Nepalu. "To wyprawa już bardziej wymagająca trekingowo i na pewno dłuższa, więc nie wiem, czy będę w stanie w swojej przerwie treningowej sobie na coś takiego pozwolić. Jest to jednak moim marzeniem i mam nadzieję, że będzie ono zrealizowane" - dodała.
Rok 2009 dla Włoszczowskiej to nie tylko przyjemne chwile. Najbardziej bolesne okazały się dla niej wrześniowe mistrzostwa świata w Canberze. W Australii zaliczana była do grona faworytek, ale na dwa dni przed rywalizacją uległa groźnemu wypadkowi na treningu. Były jednak także i wzloty, chociażby zdobycie złotego medalu mistrzostw Europy i srebra ME w maratonie. Zwłaszcza z tego ostatniego sukcesu bardzo się cieszyła.
Czytaj dalej >>>








































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!