Żona bramkarza kadry: Bił mnie i zdradzał
"Byłam przez niego pobita. W pewnej chwili chwyciłam w kuchni za nóż i powiedziałam, że jak nie wyjdzie z domu, to zobaczy co z nim zrobię" - mówi Anna Onyszko, była żona byłego reprezentanta Polski Arkadiusza Onyszki. Dodała, że bramkarz zdradzał ją nawet z jej bliską koleżanką.
- Polski bramkarz w areszcie domowym
- Idzie do więzienia, ale znalazł nowy klub
- Onyszko chce wrócić do kadry
- Onyszko zamieni Danię na Odrę
- Polski bramkarz zaszokował Danię
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Była żona kontrowersyjnego bramkarza Odry Wodzisław Arkadiusza Onyszki (36 l.) przerywa milczenie. "Postanowiłam sobie jakiś czas temu, że nie będę już się zajmowała historią
mojego związku z Arkiem, ale nie mogę pozwolić sobie na to, żeby bezkarnie mnie obrażał w wywiadach, których udziela po powrocie do Polski. Nie pozwolę żeby robił ze mnie potwora, a z
siebie pokrzywdzonego" - cytuje "Fakt" Annę Onyszko.
"Rzeczywistość była taka, że mnie zdradzał. Nie wracał na noc do domu, na koszulach miał ślady damskich szminek. Zdradzał mnie nawet z moją koleżanką. Kiedy się o tym
dowiedziałam, po prostu zdecydowałam, że od niego odejdę. I on nie mógł się z tym pogodzić. Ciągle nagabywał mnie, że chce do mnie wrócić. Ale ja już miałam tego dosyć i nie chciałam
tego słuchać" - opowiada.
Kobieta ma też zupełnie inną wersję wydarzeń z feralnego dnia, w którym doszło do pobicia, za które niedawno Arek musiał przebywać w Danii w areszcie domowym. "Wracałam tego dnia
do domu od koleżanki. Jak się później okazało, Arek mnie śledził. Przed domem mnie dopadł i zaciągnął do piwnicy. Co on teraz wygaduje, że się wtedy poszarpaliśmy i że nic mi nie
zrobił, bo ja jeszcze tego samego dnia poszłam na dyskotekę? Jedyne miejsce, do jakiego poszłam to był komisariat policji, bo byłam przez niego pobita. On teraz opowiada, że groziłam mu
nożem. Tak, w pewnej chwili chwyciłam w kuchni za nóż i powiedziałam, że jak nie wyjdzie z domu, to zobaczy co z nim zrobię. Dopiero wtedy oprzytomniał i wyszedł. Nawet policja stwierdziła,
że to było w obronie własnej. A co, miałam mu pozwolić, żeby mnie zatłukł na śmierć?" - opowiada pani Ania.

























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!