Mógł mieć harem, a wybrał Polskę
Józef Łuszczek, pierwszy polski mistrz świata w biegach narciarskich, po zakończeniu kariery ładował towar na tiry i trenował z piłkarzami. "Turcy proponowali 20 tys. dolarów miesięcznie, willę, mercedesa - tylko żebym był ich trenerem. Ale ja myślałem jeszcze o tym, żeby wyniki robić. Nie dla pieniędzy, bo ich nie było, tylko dla ojczyzny" - wspomina po latach.
- Bułgarski snajper w Wiśle
- Chińczyk zagra w Legii Warszawa
- Polska narciarka: Zostaliśmy pokrzywdzeni
- Brawo, Kowalczyk! Druga w Canmore
- Brawo, Justyna! Puchar mamy w kieszeni
- "Kowalczyk może wygrać wszystko"
- 70 par nart Kowalczyk już w Kanadzie
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Justyna Kowalczyk w Vancouver zdobędzie złoto?
JÓZEF ŁUSZCZEK*: To jest sport, w sporcie jest różnie, ale myślę, że będzie dobrze. Cieszę się, że Adam Małysz skacze coraz lepiej. Tu też może być wspaniale.
Często odpowiada pan na takie pytania?
Czasami już nie odbieram telefonu, bo tylko wywiady i wywiady. Ale z drugiej strony cieszę się, że dzięki Justynie jeszcze o mnie pamiętają. Bo gdyby ona nie biegała tak, jak biega, to kto by pamiętał, że byłem mistrzem świata?
Justyna pod względem wydolności jest takim samym fenomenem jak pan?
Jak zaczął mnie trenować Tosiek Marmol, to mi powiedział: z ciebie coś chłopcze będzie. I zostałem mistrzem świata. A Justyna jest tak samo twarda, jak ja byłem. Ale w biegach nie ma słabych. Trzeba być silnym. I nie wystarczy ten sport lubić. Żeby przebiec 80 km na nartach, to trzeba go kochać. Z Wierietielnym nieraz gadałem. Wiem, że jest to zawodniczka bardzo solidna, co jej trener powie, to ona robi. W biegach nic się nie da zrobić bez pracy. Na przykład w skokach może chłopak przestać trenować i skoczyć daleko, bo mu wiatr dmuchnie. W biegach wszystko trzeba wybiegać.
Pan swoje wybiegał w 1978 r. w Lahti. Nie uważa pan, że został mistrzem świata trochę wbrew logice?
Chyba tak. Sam król Norwegii zażyczył sobie spotkania ze zmną, bo na tych mistrzostwach zdobyłem więcej punktów niż cała Norwegia (Łuszczek zajął 1., 3. i 6. miejsce - red.). Jeden Polak przyjechał do Lahti i wygrał z Norwegią.
Triumfował pan wówczas także nad Rosjanami.
Kiedy zdobyłem brązowy medal, to pierwszy i drugi był Rosjanin. Poszedłem im pogratulować. Bo pa ruski ja toże gawariu. Pozdrawliaju, pozdrawliaju. Odpowiedzieli: eto normalna. Ale dwa dni później był bieg na 15 km, który wygrałem. Oni też przyszli do mnie, a ja im odpowiedziałem: słuchajcie, was dziesięciu, a ja sam i wygrałem z wami. I co?!
Czytaj dalej >>>


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!