Polska narciarka: Zostaliśmy pokrzywdzeni
Justyna Kowalczyk, w rozpoczynających się 12 lutego igrzyskach w Vancouver, ma do dyspozycji siedmioosobowy sztab, w tym dwóch serwismenów. Pozostała piątka biegaczy - jednego. Sylwia Jaśkowiec uważa, że sytuacja przypomina piłkarski rzut karny przy stanie 0:0 i grze w osłabieniu.
- Vancouver walczy o śnieg
- Mógł mieć harem, a wybrał Polskę
- "Kowalczyk może wygrać wszystko"
- Badają sportowców. Próbki na razie czyste
- Brawo, Kowalczyk! Druga w Canmore
- Brawo, Justyna! Puchar mamy w kieszeni
- Polacy w Vancouver. Bilard, kino i... korytarz
- Ruszają igrzyska. Polacy, do boju!
- 70 par nart Kowalczyk już w Kanadzie
- Był wolontariuszem. Wystartuje w igrzyskach
- Milionowa gorączka kanadyjskich saneczkarzy
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -16°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Tworzycie kadrę mix, w której składzie oprócz pani, znajdują się Kornelia Marek, Paulina Maciuszek, Maciej Kreczmer i Janusz Krężelok. Indywidualnie trenuje liderka Pucharu Świata Justyna Kowalczyk. Jak ją traktujecie?
Sylwia Jaśkowiec: Nie mamy z nią dużego kontaktu, choć jej wyniki są na pewno dla nas mobilizujące. Ktoś, kto odnosi takie sukcesy, tym bardziej w naszej dyscyplinie, jest dodatkowym motywatorem. Przykład Justyny zachęca nas do ciężkiej pracy. Dzięki niej wiem, że lata treningów i wylewanie potu opłaca się.
Nie macie do niej żalu, że w jej sztabie znalazło się dwóch serwismenów, a pozostała piątka ma do dyspozycji tylko jednego?
Wiem, że Justyna jedzie do Vancouver po medale. Ona musi mieć zapewnione odpowiednie warunki pracy i wiedzieć, że zostanie spełnione każde jej życzenie. Sytuacja, w której my się teraz znaleźliśmy, z tylko jednym serwismenem, jest beznadziejna. Zostaliśmy pokrzywdzeni, ale nie mamy pretensji. Jeżeli uda się uzyskać satysfakcjonujące wyniki, to będziemy bardzo zadowoleni, bo brak jednego serwismena, to jak rzut karny przy stanie 0:0. W dodatku przy grze w osłabieniu. Mam nadzieję, że zbierzemy się jako ekipa i troszeczkę odciążymy Andrzeja Michałka, testując sobie narty. To będzie trochę stresująca sytuacja, bo przypomina loterię. Nie będziemy mogli skupić się jedynie na starcie, ale musimy się jeszcze myśleć o doborze sprzętu.
Jak pani odbiera olimpijski debiut?
Krótko mówiąc - wspaniała przygoda i ciężka praca. Zbyt intensywne myślenie o startach w igrzyskach nie wpływa zbyt pozytywnie, zwłaszcza, że ostatnie tygodnie były dla mnie trudne. Miałam kryzys formy i ciężki trening spowodował, że troszeczkę człowiek sceptycznie podchodził do wyjazdu. Musiałam trochę zmienić sposób myślenia. Postanowiłam, że jadę do Vancouver po przygodę, nowe doświadczenia, naukę na przyszłość, wyciąganie wniosków. Ta pierwsza olimpiada będzie dla mnie krokiem ku przyszłości. Mam nadzieję, że poszerzy moje horyzonty na temat tej dyscypliny sportu, treningu, pomoże zdobyć nowe kontakty. Oczywiście chcę się przy tym zaprezentować z jak najlepszej strony. Wiem, że nie pracuję tylko dla siebie, ale również dla rodziny, kibiców i ludzi, którzy inwestują we mnie.
Czytaj dalej >>>
























































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!