"W tej chwili nie ma jeszcze radości" - powiedziała Justyna Kowalczyk po zdobyciu w Whistler srebrnego medalu olimpijskiego w narciarskim sprincie. "Jestem obowiązkową dziewczyną i wiem, co mam do zrobienia teraz. Później się będę cieszyć" - dodała.

Zawodniczka AZS AWF Katowice długo kazała na siebie czekać dziennikarzom. W końcu zatrzymała się na pięć minut, ale od razu zaznaczyła: "jestem zmęczona i nie mam czasu".

Przede wszystkim podziękowała trenerowi Aleksandrowi Wierietielnemu i serwismenom za świetne przygotowanie nart. "Bardzo dziękuję mojemu trenerowi. Jest bardzo mądrym człowiekiem, bo w ciągu roku zrobił z mistrzyni maratonu wicemistrzynię olimpijską w sprincie. To nie lada sztuka. Chciałabym również podziękować moim serwismenom, bo narty były bardzo dobrze przygotowane" - powiedziała.

"Na pewno wpłynął na Petrę, a na mnie? Wiedziałam, że to są niebezpieczne zjazdy i ona nie musiała upadać, żeby mnie o tym przekonywać. Bardzo mi przykro z jej powodu. Myślę, że walczyłybyśmy zupełnie inaczej, gdyby ona była w pełni sił. Po prostu organizatorzy udowodnili po raz kolejny, że nie potrafią robić tras" - skomentowała.

Już dzień wcześniej Polka sygnalizowała delegatowi technicznemu, że w środę może być bardzo niebezpiecznie. "Zlekceważył mnie" - powiedziała - Było jednak tak niebezpiecznie, że najlepsza dziewczyna o mało się nie połamała".

Dwukrotna mistrzyni świata przypomniała, że trasy olimpijskie zazwyczaj są bardzo ciężkie i wymagające. "Wygrywały osoby, które były najsilniejsze. Nie było przypadkowości. Nie było zjazdów, zakrętów. Tylko tutaj tak jest. To jest nowość na igrzyskach. Oczywiście ktoś biegi wygrywa i jest zadowolony, ja też jestem szczęśliwa i powinnam dziękować organizatorom, ale kto był na innych trasach olimpijskich to wie, że to coś do żadnych standardów się nie nadaje" - oceniła.

Kowalczyk podkreśliła, że dlatego musiała nieco zmienić taktykę. "Chciałam być pierwszą na zjazdach, by kontrolować sytuację i nie zostać zablokowana" - powiedziała.

Czy poczuła ulgę? "Nie. Mam się skupić na następnych startach. Zrobiłam co miałam zrobić, a przede mną kolejne biegi. Dopiero po igrzyskach odetchnę" - powiedziała.

Sprint wygrała Norweżka Marit Bjoergen, a trzecia była Majdic.