"Do takich momentów nie można się przyzwyczaić" - skomentowała tuż po ceremonii dekoracji podopieczna Aleksandra Wierietielnego, która po raz drugi stanęła w Kanadzie na olimpijskim podium. Dwa dni wcześniej sięgnęła po srebro w sprincie.

"Nigdy sportowo nie czułam się tak szczęśliwa, jak w piątek wieczorem. A jaki jest powód? Prosty. Dziewczyna z Polski, która dziesięć lat temu nie umiała chodzić na nartach, zdobyła na jednych igrzyskach dwa medale. To dla mnie nie do pojęcia" - dodała 27-letnia zawodniczka AZS AWF Katowice.

Przyznała, że w trakcie rywalizacji nigdy nie myśli o tym, z kim przyjdzie jej się za chwilę ścigać. Robi swoje, a dopiero gdy rozpoczyna finisz zastanawia się, jakie są mocne i słabe strony rywalki i co teraz można zrobić.

"Jest się tak zmęczonym, że człowiek stara się jak najlepiej wykonać swoją pracę i tyle" - zaznaczyła.


W piątek brąz Kowalczyk wywalczyła na ostatnich metrach. Na metę wpadła z Norweżką Kristin Stoermer Steirą i dopiero fotofinisz wyłonił zawodniczkę, która stanęła na najniższym stopniu podium. Drugi złoty medal zdobyła Marit Bjoergen.

Kowalczyk nie jest zaskoczona jej dobrą postawą w Whistler. "Ona z Turynu wyjeżdżała z wielkim płaczem. Była bardzo zawiedziona. Ciągle powtarzałam, że ona jeszcze wróci i tak się też stało" - dodała.

Szczęśliwy był także trener zawodniczki Aleksander Wierietielny, który tradycyjnie już nie zjawił się na ceremonii dekoracji. Był także nieuchwytny tuż po biegu, zabrał się bowiem pierwszym możliwym autobusem do wioski olimpijskiej.

"Trener tak jak ja, jest w tej chwili spełniony. Nie miał do mnie żadnych uwag. Jest bardzo dumny, ale to jest człowiek, który przede wszystkim lubi pracować i nie cierpi kamer. Jeśli nie musi to się nie pcha" - powiedziała dwukrotna mistrzyni świata.

Czy zatem zaplanowany na 27 lutego bieg ze startu wspólnego na 30 km będzie wisienką na torcie? "To się okaże. Na to, by był to dobry start, musi się złożyć wiele czynników. Narty muszą świetnie pracować, ja muszę się dobrze czuć. Rywalki mam przednie. Na pewno bardzo będą walczyły Szwedka Anna Hagg i Marit Bjoergen" - oceniła.

Na ceremonii dekoracji zebrało się mnóstwo polskich kibiców. "Właśnie dla takich chwil przyjechaliśmy tysiące kilometrów. Spędziliśmy całą noc w samochodzie, by zdążyć na bieg. Opłacało się" - komentowali.