Cieszył się jak dziecko. Tak jakby po raz pierwszy stawał na podium. Wskoczył na drugi stopień, podniósł ręce do góry. "Orzeł z Wisły" wywalczył drugie srebro. Ziścił się sen kibiców.

"Niebywałe. To nie może być prawda" - mówiła i jednocześnie płakała ze szczęścia z polską flagą w ręku Agnieszka, która na konkurs przyleciała z Calgary.

Biało-czerwono na skoczni zaczęło robić się już od samego rana. Polacy tłumnie zmierzali do Olympic Park, by tam dopingować "Orła z Wisły". Przed rywalizacją wszyscy byli pewni - Małysz medal zdobędzie, pytanie jakiego koloru.

Na dziesięć zapytanych osób, dziewięć pewnym głosem odpowiedziało, że złoto. Tylko jeden kibic - Marek z Częstochowy pokręcił głową. "Będzie ciężko. Simon Ammann jest w niesamowitej formie" - uważał.

I miał rację. Złoto należy się jednak polskim kibicom. Potrafili zrobić prawdziwe show.

Kogo pani dopinguje? "Małysza. Tutaj nie można nikomu innemu kibicować" - powiedziała z uśmiechem na ustach jedna z kanadyjskich wolontariuszek - "nie widzi pani tych ludzi? Nie spodziewałam się, że pod skocznią mogą być takie emocje".

Ubrani w góralskie stroje. Jedni w kurtkach, drudzy w koszulkach z krótkim rękawem. W czapkach, kapeluszach, z gwizdkami, trąbkami, flagami, szalikami. Wszystko biało-czerwone.

"Do mnie przyjechała specjalnie rodzina z Polski. Przywieźli ze sobą wszystkie gadżety. Jeszcze nigdy nie czułam się tak dumna z tego, że jestem Polką" - powiedział Piotr z Vancouver.

Przyjechali z różnych rejonów Polski, Ameryki i świata. Wszyscy w jednym celu - by pomóc Adamowi Małyszowi w zdobyciu jego czwartego krążka olimpijskiego.

"Czuję się częścią jego sukcesu. Może to brzmi pompatycznie i może się pani śmiać, ale po raz ostatni byłem tak szczęśliwy jak rodził się mój syn. A to było już 25 lat temu" - śmiał się Adam z Torunia.

W sobotę pod dużą skocznią podium wyglądało dokładnie tak samo, jak tydzień wcześniej na skoczni K-100. Wygrał Szwajcar Simon Ammann, przed Adamem Małyszem i Austriakiem Gregorem Schlierenzauerem.