- Cóż, miło mi to słyszeć. Ja na razie skupiam się na tym, co mam zrobić. I żeby być kimś takim jak Justyna, Tomek albo Adam. Prezentować wysoki poziom. Taki żebym nie była niespodzianką, a spełniała oczekiwania - mówi.

Przyznaje, że dużo uczy się od Tomasza Sikory. - On jest dla mnie wzorem. Przecież nie mieliśmy w historii lepszego biathlonisty. Jest kolegą, przyjacielem, doradcą i pocieszycielem. Dobrze, że jest ktoś taki w ekipie. Czasem jego słowo znaczy więcej niż trenera. I to nie tak, że wszystko co mówią szkoleniowcy jest niesłuszne. Jednak czasem, kiedy dzieje się źle i Tomek mówi: "słuchaj, miałem dużo gorzej", to człowiek nabiera wiary - twierdzi.

W piątek w Whistler miała szansę powtórzyć albo nawet poprawić najlepszy wynik Sikory w igrzyskach (srebro w Turynie). Gdyby nie jedno pudło podczas ostatniej wizyty na strzelnicy...

Zaraz po wyścigu nie chciała jednak "gdybać". Dzień później już przyznała, że myślała "co by było, gdyby". - Analizy trzeba robić. Ciągle uważam, że się udało. Chociaż oczywiście to "ale" się pojawia. Może jednak dobrze, że tak się stało? Wiem ile jeszcze muszę pracować. Liczę, że do Soczi zdążę wznieść się na taki poziom, żeby stanąć na podium. To, co stało się tutaj, jest dla mnie lekcją - przyznaje.

>>> Czytaj także: Małysz: Drugie medal to było marzenie

p