"Myślę, że takim był pierwszy - na 10 kilometrów łyżwą" - powiedziała Justyna Kowalczyk przypominając występ, w którym zajęła 5. miejsce. "Właśnie z niego jestem niesamowicie dumna. A w sobotę? Świetnie, zdobyłam olimpijskie złoto" - oceniła.

Zawodniczka AZS AWF Katowice ceni sobie sobotnie trofeum tym bardziej, że została jedynym sportowcem w historii, któremu udało się mieć w kolekcji złoto olimpijskie i mistrzostw świata, Kryształową Kulę Pucharu Świata oraz zwycięstwo w prestiżowym cyklu Tour de Ski. "To dla mnie coś niesamowitego" - powiedziała.

Bieg na 30 km w Whistler był według niej daleki od ideału, ale na pewno "trzydziestki" tak dobrze jeszcze nie udało jej się pokonać.

"Myślę, że to była moja najlepsza trzydziestka w życiu, bo jednak najdłużej tutaj prowadziłam. Wszystko kontrolowałam, dopóki Marit nie zachciało się lecieć trochę szybciej. Dobrze zrobiły dziewczyny, że w końcu się zdenerwowały, bo za dużo by nas potem było na mecie" - zaznaczyła.

Kowalczyk pochwaliła także swoich serwismenów, którzy znakomicie przygotowali jej narty. W trakcie rywalizacji widać było, że znacznie łatwiej pracuje się Polce, niż dwóm Norweżkom - Bjoergen, i Kristin Stoermer Steirze. "Najpierw było 20 km ciężkiej pracy, potem zaatakowała Steira, tylko że jej bardzo słaby narty jechały na zjeździe, a Marit nam w tym czasie odjechała. Nie miałam możliwości zaatakowania z boku Kristin, bo tam był świeży śnieg i gdybym w niego wjechała, niewiele by mi to dało" - przyznała dwukrotna mistrzyni świata.

Z każdym kilometrem na twarzach zawodniczek rysowało się coraz większe zmęczenie. "Dwa kilometry przed metą stał fizjoterapeuta Paweł Brandt i krzyczał: <wytrzymaj, wytrzymaj, z tyłu są daleko>. Wtedy sobie pomyślałam: <spokojnie, zaraz zobaczysz>" - dodała Kowalczyk.

Czy nie bała się, że Norweżki, będąc w koalicji, nie będą chciały jej zmęczyć? "One wiedzą, że nie da się ze mną tego zrobić. Kristin cały czas robiła pracę dla siebie, bo doskonale wiedziała, że jeżeli na dystansie nic nie zrobi, to później jej się to nie uda. Próbowała, ale narty jej słabo szły. Moje nartki w sobotę spisywały się rewelacyjnie".

Taktyka na bieg została ustalona w piątek wieczorem i mimo namów serwismenów nie została zmieniona w sobotę. "Stwierdziłam, że najlepsza będzie wymiana nart po dziesiątym i dwudziestym kilometrze, tak jak to wcześniej ustaliliśmy".

Kowalczyk przyznała, że przed startem była bardzo zdenerwowana, ale jednocześnie także skupiona. "Czuć było, że muszę coś pokazać w sobotę. Wiedziałam, że będę walczyć z Marit. Wręcz byłam pewna takiej trójki, jaka była potem na mecie, tylko nie wiedziałam w jakim będzie układzie".

Podopieczna Aleksandra Wierietielnego sięgnęła w Whistler po trzy medale - złoto na 30 km, srebro w sprincie oraz brąz w biegu łączonym.