Pojedynek Radwańskiej z Szarapową będzie meczem numer jeden (godzina 17.00) na korcie im Arthura Ashe'a, a więc na głównej arenie zmagań tenisistów na US Open. Na tym korcie odbywają się najbardziej atrakcyjne pojedynki dla publiczności, biletów nie ma w kasach już od dawna. Każda młoda tenisistka marzy o takiej okazji do zaprezentowania się, nie wspominając o szansie na pokonanie gwiazdy na oczach prawie 23 tysięcy kibiców.

Przed wielkim dniem rodziny Radwańskich nie opuszcza dobry humor. "Było sushi, były żabie udka, teraz kolej na ruskie pierogi" - żartował ojciec i trener tenisistki Robert Radwański zaraz po czwartkowym meczu II rundy, w którym Agnieszka szybko rozprawiła się z Francuzką Virginie Razzano (6:2, 6:3). Wcześniej gładko pokonała Japonkę Akiko Morigami.

Szarapowa zmierza do obrony tytułu mistrzyni US Open jak rozpędzony pociąg, połyskujący kryształkami Svarowskiego. Jej dwa dotychczasowe mecze można określić w jeden sposób - egzekucje. Jednak jej rywalki (Roberta Vinci i Casey Dellaqua) nie były zbyt wymagające. "Staram się nie dawać rywalkom żadnych szans, za to wykorzystywać własne. Robię swoje i schodzę z kortu" - tłumaczyła Szarapowa swoją filozofię gry.

Rosjanka zdaje sobie sprawę, że z 18-latką z Krakowa przeprawa może być trudniejsza. Jest zbyt doświadczona, żeby zbagatelizować rywalkę. Na meczu Agnieszki z Razzano pojawił się jeden z trenerów i sparingpartnerów Szarapowej. Wyszedł już po pierwszym secie. Stwierdził, że i tak wie, kto wygra. "Moja następna rywalka? Zdaje się Radwańska. Jest młoda, nie sądzę, aby miała coś do stracenia, grając ze mną na korcie centralnym" - mówiła Szarapowa na konferencji prasowej. Dodała, że zna styl Agnieszki ze wspólnych treningów i poprzedniego meczu (ćwierćfinału w Istambule). Odmówiła odpowiedzi na pytanie o swoją taktykę.

Radwański też nie chciał mówić o szczegółach strategii na Szarapową. "Są tacy, co umieją czytać po polsku, ostrożność na zawadzi" - zastrzegł. "Mogę tylko powiedzieć, że będziemy starali się wykorzystać to, że Szarapowa nie za dobrze się porusza. Nasz plan to gra przy liniach, krótkie crossy, przód-tył, lewo-prawo. Łatwo nie będzie, bo kiedy Szarapowa wchodzi na kort, to nie ma zmiłuj. Można pomyśleć, że pochłaniają ją sukienki, reklamy, ale ona doskonale potrafi to oddzielić od tego, co najważniejsze, czyli walki na korcie. Miejmy nadzieję, że bdzie dobrze, byle tylko Agnieszce <,siedział> serwis, bo w meczu z Razzano bardzo się z nim męczyła".

Niezależnie od tego, jak potoczy się spotkanie z Szarapową, start w US Open Agnieszka już może uznać za sukces. Awans do III rundy (o rundę dalej niż w zeszłym roku) najprawdopodobniej pozwoli jej na wejście do czołowej „30” rankingu WTA.

Przed panią jeden z ważniejszych meczów w karierze...
O mecz z Szarapową wszyscy pytali mnie od początku turnieju, kiedy nie było wiadomo, czy w ogóle do niego dojdzie. Wtedy starałam się nie wybiegać w przyszłość. Teraz gdybanie się skończyło. Jestem w 3. rundzie, ona też i będziemy ze sobą grać, zresztą nie po raz pierwszy - mówiła Radwańska DZIENNIKOWI.

Jak zapamiętała pani wasze poprzednie spotkanie?
Grałyśmy wiosną w Turcji na kortach ziemnych. Przegrałam, ale w trzech setach. Wynik ostatniego, 0:6, jest bardzo mylący. Nie byłam łatwą rywalką. Miałam bardzo dużo szans, zdobyłam sporo punktów. Wiele razy długo grałyśmy na przewagi, gemy trwały po 10 minut. Jeśli podobne szanse przytrafią mi się tym razem, będę umiała je wykorzystać. Na pewno mecz będzie równie zacięty.

Tym razem spotkacie się na największym korcie świata, w jednym z najbardziej prestiżowych turniejów. W takich warunkach chyba pani jeszcze nie grała?
Faktycznie, Artur Ashe Stadium robi wrażenie, ale ja dość często grywam na kortach centralnych. Choćby ostatnio na turnieju w New Haven, gdzie główny kort też nie jest mały. Tam moje mecze odbyły się w sesjach nocnych. To była dobra rozgrzewka przed US Open. Ale w sobotę będę unikać patrzenia w górę, na trybuny.

Inaczej nerwy mogłyby pani przeszkodzić?
W tym meczu to Szarapowa będzie się bardziej denerwować. Ona jest faworytką, broni tytułu, jest gwiazdą, więc wyjdzie na kort pod presją. Ja nie mam nic do stracenia. Mogę przegrać, ona nie za bardzo.

Szarapowa wystąpi w swojej słynnej sukience. Co pani zamierza przygotować na ten mecz?
Jeszcze o tym nie myślałam. Zawsze przygotowuje sobie strój rano w dniu meczu, tym razem będzie tak samo. A czy czerwoną sukienka Szarapowej zadziała na mnie jakoś szczególnie? Okaże się w sobotę.

Jak dobrać się do skóry Szarapowej?
To niełatwe. Ona nie ma wyraźnych słabych punktów, z każdej strony bije tak samo mocno i celnie. Jej słabym punktem jest ogólna sprawność. Nie biega jak inne zawodniczki, które potrafią wybronić każdą piłkę, zmieniać tempo, kombinować. Ale w każdym meczu ma inicjatywę, zawsze stara się uderzyć pierwsza, dyktować warunki. Jeśli przeciwniczka zrobi to wcześniej, Maria jest do ogrania. Tak było na Wimbledonie z Venus Williams, która ją praktycznie zniszczyła. Ja też będę się starała atakować.

Na US Open gra pani także debla i miksta. Czy te dodatkowe mecze nie odbierają pani za dużo energii?
Jako singlistka potrzebuję przynajmniej 2,5 godz. treningu dziennie. Mecze gry podwójnej pozwalają mi przećwiczyć w bojowych warunkach wszystkie elementy. W debla gram dla treningu, a w miksta, w parze z Fyrstenbergiem, dla przyjemności.