Jedziemy na Euro jako zespół, od którego nie oczekuje się zbyt wiele. Bliżej nam do Danii i Grecji, które z pozycji kopciuszka wygrywały ten turniej, czy też raczej do Bułgarii, która w 2004 roku skompromitowała się i odpadła z grupy?
Szczerze mówiąc to nie wiem, jak odpowiedzieć na to pytanie, bo nie mam pojęcia, na co nas stać. Poważnie.

To kto ma wiedzieć, jeśli nie pan, jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy?
Światowy futbol tak poszedł do przodu i tak się wyrównał, że wszystkie spekulacje przeważnie biorą w łeb. Myśli pan, że tacy Francuzi czy Włosi są pewni swego na ponad pół roku przed Euro? Na pewno nie. Poza tym nie chcę składać żadnych deklaracji. Przed dwoma ostatnimi mundialami dużo gadaliśmy, a słowa nie miały przełożenia na wyniki. Teraz czas na milczenie i pokazywanie się na boisku, nie w mediach.

Spytam więc inaczej - co według pana byłoby sukcesem dla naszej kadry podczas Euro 2008?
Patrząc na to, jak graliśmy w ostatnich dwóch mundialach, na pewno sam awans z grupy byłby zdecydowanym krokiem naprzód. A czy sukcesem? Zależy od tego, z kim zmierzymy się w tej grupie i kto nas potem ewentualnie wyeliminuje w drugiej rundzie.

Marek Koźmiński twierdzi, że teraz będzie tylko gorzej, że Polska kadra jest na fali opadającej. Uważa, że z tej drużyny tylko Ebi Smolarek i Jakub Błaszczykowski robią postępy.
Grałem w reprezentacji za czasów Marka i jakoś nie pamiętam, żeby wówczas wszyscy zawodnicy byli tylko na fali wznoszącej. Zresztą nigdy nie jest tak, żeby dwudziestu na dwudziestu piłkarzy danej drużyny nieustannie się rozwijało. Ci starsi osiągają pewien pułap i po prostu na nim zostają. Tak było przed Koreą, tak jest i teraz.

Czy obecna kadra różni się czymś od tych, które wywalczyły awans na dwa ostatnie mundiale?
Tak. Leo Beenhakker chętniej sięga po zawodników z polskiej ligi. Poza tym za czasów Jerzego Engela i Pawła Janasa mieliśmy mniejsze problemy z atakiem.

Właśnie, snajperzy przestali strzelać gole, tymczasem selekcjoner od miesięcy nie powołuje Marcina Mięciela z Bochum, będącego w znakomitej formie. Nie dziwi to pana?
Niezręcznie mi odpowiadać na to pytanie, naprawdę. Pan Beenhakker ma swoją wizję prowadzenia drużyny, ma piłkarzy, na których stawia i których omija. Nic mi do tego.

Marek Koźmiński mówi też, że w świecie piłki jesteśmy uważani za przeciętniaka, że każdy zespół modli się, by trafić na nas w Euro 2008.
O naszej prawdziwej wartości nie świadczą eliminacje, a występy w poważnych turniejach. A w nich byliśmy raczej dostarczycielem punktów niż postrachem rywali. Nie dziwię się, że podczas najbliższego losowania grup mistrzostw Starego Kontynentu wiele zespołów będzie chciało trafić na Polskę.

Wynika z tego, że w Europie nie ceni się Polski za bardzo. A jak odbiera się Polaków w szatni Olympiakosu Pireus?
Zarówno Grecy, jak i piłkarze z Bałkanów podkreślają, że mamy bardzo mocny zespół. Ciekaw tylko jestem, na ile rzeczywiście tak myślą, a na ile kierują się kurtuazją...

Dlaczego właściwie umiemy sobie radzić w kwalifikacjach, a podczas wielkich turniejów zawodzimy?
Sam wielokroć zadaję sobie to pytanie. Chodzi chyba o to, że w eliminacjach nie trzeba ciągle grać na wysokim poziomie, można sobie pozwolić na chwilę słabości, a potem odrobić ewentualne straty. Tymczasem w mistrzowskich turniejach zawalisz jeden mecz i dziękujemy, już po tobie. Z drugiej strony ciężko było się spodziewać, że drużyna, która wróciła na mundial po szesnastu latach zacznie nagle wszystkich lać. W ostatnich latach brakowało nam dojrzałości, ogrania na wielkich imprezach. Teraz nabyliśmy te cechy. I tak sobie myślę, że może dzięki temu w czerwcu sprawimy niespodziankę.

Mówiąc to, znów rozbudzi pan apetyty kibiców, a przecież miał się pan dystansować od deklaracji.
Wiem, dlatego nic więcej nie powiem. Wystarczy, że prasa, podobnie jak przed mundialami, nadmucha wielki balon. Nie chcę w tym brać udziału. Wolę spokojnie przygotowywać się do mistrzostw.

Zabrzmiało trochę tak, jakby to dziennikarze byli winnymi waszych niepowodzeń.
Potraficie podejść młodego piłkarza. Umiecie poprowadzić rozmowę tak, by powiedział to, co chcecie. I potem czytamy deklaracje w stylu: jedziemy po medal. Szczęście, że ja umiem się obronić przed waszymi podchodami (śmiech).

Skoro wspomniał pan już o wieku, zapytam, czy pokolenie trzydziestolatków w kadrze traktuje Euro 2008 jako swój ostatni wielki turniej?
A niby dlaczego? Denerwuje mnie to całe patrzenie w metryczkę i słuchanie, że jeszcze tylko jeden mecz i człowiek powinien odejść na emeryturę. Czy ktokolwiek w Milanie przejmuje się tym, że Paolo Maldini ma 39 lat? Nie, bo liczy się to, że facet świetnie sobie radzi. U nas powinno być podobnie. Jeśli gram dobrze w wieku 30 czy 31 lat, to nie widzę powodu, dla którego miałbym zrezygnować z kadry po mistrzostwach Europy. Proszę pamiętać, że obecni trzydziestolatkowie są lepiej przygotowani fizycznie niż ich rówieśnicy przed dwudziestu laty. Radziłbym nas przedwcześnie nie skreślać.

Piłkarze najlepszych reprezentacji podczas Euro 2008 będa przemęczeni - każdy z nich będzie miał w nogach około 50 ważnych meczów. W naszej kadrze jest wielu zawodników, którzy w swoich klubach są rezerwowymi i którzy dzięki temu przyjadą na mistrzostwa wypoczęci. Czy to wszystko może mieć jakieś znaczenie w trakcie turnieju?
Nie sądzę. Profesjonalistom o wiele łatwiej jest się uporać ze zmęczeniem fizycznym niż psychicznym. A to drugie dosięgnęło kilku naszych chłopaków, jak choćby Macieja Żurawskiego. Przecież ten piłkarz, który przez dekadę strzelał gola za golem, nagle nie zapomniał, jak zdobywać bramki. Nadal ma kapitalne umiejętności. On po prostu zablokował się psychicznie. Miejmy nadzieję, że do czerwca zarówno Maciek, jak i paru innych kolegów, którzy nie grają w klubach, odnajdą formę.

Ma pan jakąś radę dla mniej doświadczonych kolegów, których Leo Beenhakker weźmie na Euro 2008?
By w trakcie turnieju nie myśleli o tym, że ogląda ich piętnaście milionów Polaków i nie zastanawiali się, w jak wielkiej imprezie biorą udział. Podczas mundialu powtarzałem sobie: Michał, spokojnie, to tylko kolejny mecz kadry. Takie podejście jest najlepsze.