Dlaczego zdecydowała się pani zagrać w turnieju pokazowym w Warszawie? Odwołała pani poprzedni start w Europie, a do nas przyleciała aż z Kalifornii, zaledwie na kilka dni. Warto było?

Lindsay Davenport: Obiecałam, że tu zagram i dotrzymałam słowa. Jedyny powodem, dla którego decyduję się odpuszczać turnieje, są problemy zdrowotne. Właśnie przez chorobę, która dopadła mnie w Amelia Island, musiałam zrezygnować z wyjazdu na Puchar Federacji do Moskwy. Ale przez ostatnie dni czułam się znacznie lepiej, postanowiłam więc zrobić sobie wycieczkę. Pomyślałam – to przecież tylko tydzień, warto zobaczyć miejsce, w którym nigdy nie byłam. Zamierzam przy okazji zwiedzić Warszawę.

W środę rozegrała pani swój pierwszy mecz na czerwonej mączce od trzech sezonów. Czy miała pani okazję potrenować przed nim na tej nawierzchni?

Zaraz po przylocie, we wtorek po południu, poszłam na korty poodbijać. Trwało to może 15 minut, bo zaczęło strasznie padać. Rano przed pierwszym meczem miałam półgodzinny trening. To wszystko, bo w Stanach nie mamy czerwonej mączki. Zdecydowanie nie czuję się najlepiej na tej nawierzchni, ale starałam się, jak mogłam. Do tego między Kalifornią a Polską jest

9-godzinna różnica czasu. Mecz odbył się o 13-tej, ale dla mnie to była czwarta rano. Myślę, że biorąc to wszystko pod uwagę całkiem dobrze dałam sobie radę.

Będzie pani jeszcze grać na czerwonej mączce?

Nie wydaje mi się. Zaraz po warszawskim turnieju wracam do Kalifornii i zaczynam przygotowywać się do sezonu na trawie. Do czasu Wimbledonu będę mogła spędzić z rodziną cały miesiąc i już nie mogę się tego doczekać. Ten mój cały powrót do tenisa miał być dla zabawy, dorywczo, nie na pełny etat. Tymczasem w tym roku grałam już o wiele więcej niż zakładałam.

Czy to prawda, że poważny mecz tenisowy rozegrała pani już 6 tygodni po cesarskim cięciu?

Dwa tygodnie po porodzie lekarz powiedział mi, że wszystko świetnie się goi. Więc już wtedy zaczęłam delikatnie trenować. Obiecałam wcześniej, że zagram w pokazowym meczu debla, więc po prostu wyszłam na kort. To było rzeczywiście dość odważne. Pewnie nie byłam najlepszą zawodniczką tego spotkania, ale bardzo się starałam.

Skąd wzięła się u pani myśl, żeby w ogóle wracać do tenisa? Przecież wszystko układało się idealnie – miała pani za sobą wielką karierę tenisową, a przed sobą nowe wyzwanie – rodzinę i wychowanie syna.

Ale w ten sposób może być jeszcze piękniej. Wiedziałam, że ten dodatkowy rok czy dwa lata na korcie będą fascynujące. Czułam, że mogę pokazać ludziom na całym świecie coś wyjątkowego. Oczywiście moje priorytety były jasne – rodzina jest najważniejsza, ale wciąż mogę mieć udaną karierę, nawet jeśli jest ona dopiero na drugim miejscu. Ta myśl była inspiracją, dzięki temu byłam w stanie ciężko pracować na swoje sukcesy.

Dowiedziała się pani o sobie czegoś nowego?

Jasne, przecież człowiek sam nie wie, do czego jest zdolny. To było nowe doświadczenie. Przez wiele lat byłam na szczycie rankingu, ale po przerwie zaczynałam od zera. Musiałam wspinać się z samego dołu. To mnie mobilizowało. Oczywiście początkowo nie miałam pojęcia czy mój organizm da sobie z tym radę. I jak do tej pory wszystko układa się świetnie. Poza tym teraz tenis to dla mnie sama przyjemność. Jestem na nim skoncentrowana, kiedy gram, ale poza kortem mam całą masę ważniejszych rzeczy. Bywam bardzo zajęta. W tych okolicznościach jestem naprawdę szczęśliwa, że udało mi się osiągnąć 25. miejsce w rankingu. Będę atakować wyższe pozycje i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Jak udaje się pani pogodzić obowiązki mamy i zawodowej tenisistki?

Niby stać mnie na każdą potrzebną pomoc, ale wcale nie korzystam z niej tak wiele. Codziennie potrzebuję paru godzin na trening, ale potem spędzam czas z synem. Mąż dużo mi pomaga, kiedy nie jest w pracy. Oczywiście mamy też świetną opiekunkę, a na dodatek moja mama mieszka blisko nas. Na codzień staramy się jakoś funkcjonować. Chociaż zdarzają się bezsenne noce.

Jagger podróżuje z panią po całym świecie, jak on znosi tenisowy tryb życia?

Do tej pory świetnie. Jest już coraz starszy, niedługo skończy rok. Wydaje mi się, że ostatnio woli być w domu, gdzie ma znajome otoczenie, stały plan dnia. Podróże, zwłaszcza te poza Stany są dla niego trochę zbyt kłopotliwe, a ja chciałabym, żeby był szczęśliwy. Pewnie pojedzie ze mną na Wimbledon, poza tym będzie częściej zostawał w domu.

Kiedy dostanie pierwszą rakietę?

Już ma taką mała. Chwyta ją, nosi ze sobą i macha. Powtarza to, co ja robię. Codziennie widzi jak trenuję, bo mamy kort przy domu. Jagger doskonale zna widok tenisistów, jest przyzwyczajony do odgłosu odbijanych piłek. To dla niego naturalne otoczenie.

Lindsay Davenport (ur. 1976 r.) – zwyciężczyni trzech turniejów wielkoszlemowych (wszystkie poza Roland Garros), przez cztery sezony liderka rankingu WTA. W czerwcu 2007 urodziła syna, od tej pory wygrała już cztery turnieje. W całej karierze zarobiła na korcie rekordowe 22 mln dol.