Latka lecą, a Jerzy Dudek ciągle zdobywa trofea...

Mam szczęście, że trafiam do klubów, które zawsze o coś konkretnego walczą. Nawet kiedy byłem w Sokole Tychy utrzymaliśmy się w lidze, choć nikt nie dawał za to medali.

W Tychach jednak rozegrał pan 15 meczów, a w Realu Madryt w lidze ani jednego...

Po cichu liczyłem, że bardziej się przyczynię do tego mistrzostwa. Sęk w tym, że Iker Casillas ma genialny sezon. Nie dość, że świetnie broni, to jeszcze nie miał żadnej kontuzji. Narzekać jednak nie mogę. Po pierwsze, mam duszę profesjonalisty, po drugie wiedziałem, przychodzę do klubu jako rezerwowy.

Zdobyliście już mistrzostwo. Może Bernd Schuster pozwololi panu wreszcie zagrać? Na przykład w środę w Gran Derby z Barceloną?

Nie sądzę. Rezerwowi wystąpią pewnie dopiero w dwóch ostatnich spotkaniach z Saragossą i z Levante. Reszta będzie się oszczędzać na zgrupowania swoich reprezentacji przed mistrzostwami Europy.

A co będzie później?

Usiądę do rozmów z dyrektorem sportowym Predragiem Mijatovicem i zastanowimy się co dalej. Mam jeszcze przez rok ważny kontrakt z Realem i jak będzie trzeba to go wypełnię. Chciałbym jednak odejść. Jak tak patrzę na blisko czterdziestoletnich Lehmanna, van der Sara czy Kahna, to dochodzę do wniosku, że mogę grać jeszcze przez pięć lat, a nie teraz w wieku trzydziestu pięciu kończyć karierę lub siedzieć na ławce rezerwowych w wielkim klubie. Świetnie się czuję.

Ma pan propozycje?

Znajdą się. Zimą szukałem drogi odejścia. Próbowałem zmienić klub żeby powalczyć o wyjazd z reprezentacją na Euro, ale Real się nie zgodził. Mogłem wrócić do Anglii lub podpisać kontrakt w Turcji. Ta turecka propozycja wciąż jest zresztą aktualna.

Prasę obiegły zdjęcia z waszego przejazdu otwartym autokarem na Plaza de Cibeles w Madrycie. Na pierwszym planie szalejący ze szczęścia Dudek. Z kamerą w dłoni...

Żałuję, że wcześniej nie wpadłem na pomysł aby filmować te wszystkie imprezy po sukcesach. Teraz dorosłem do tego. Człowiek żyje z dnia na dzień i nie zdaje sobie sprawy jakie to wszystko ulotne. Za parę lat taki film to będzie niezwykła pamiątka.

Hiszpanie potrafią się bawić jak nikt inny w Europie. Do której godziny w poniedziałek trwała fiesta?

Zaczęło się już w naszym prywatnym samolocie z Pampeluny. Stewardesy bez przerwy serwowały szampana. Później przejazd tym autokarem bez dachu do miasta, a następnie uroczysta kolacja na Santiago Bernabeu. Zaczęła się dziesięć po czwartej nad ranem. O szóstej trzydzieści wszyscy się rozjechali. Fajnie, ale zgodzę się z Gutim, który powiedział, że większy entuzjazm zapanowałby, gdybyśmy zdobyli mistrzostwo po następnym meczu z Barceloną.

Na pana koncie pojawiły się kolejne zera. Nie jest tajemnicą, że najwięcej pieniędzy można tam zarobić za konkretne trofea. Premie za Puchar Króla i Ligę Mistrzów przepadły jednak wcześniej.

Pewnie, że lepiej mieć pieniądze niż ich nie mieć. Ale zapewniam pana, że piłkarze na pewnym etapie przestają już tak szczegółowo je liczyć. Mnie zresztą zawsze nakręcała sama gra, a nie kasa.