Kiedy spojrzeć na lata urodzin małego Mateusza Tkaczyka i Igi Jurasik oraz ich ojców, wyłania się niezwykły układ przesądzający o sukcesie Polaków w rozpoczynającym się dzisiaj we Wrocławiu turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Pekinie.

Tkaczyk, środkowy rozgrywający, przyszedł na świat 28 lat temu, czyli dokładnie w roku ostatniego występu polskich szczypiornistów na igrzyskach. W Moskwie Polacy zajęli 7. miejsce. Kolega Tkaczyka z reprezentacji i niemieckiej drużyny Rhein-Neckar Loewen Mariusz Jurasik urodził się w 1976 r. - w którym Polska zdobyła brązowy medal olimpijski, jedyny w historii tej dyscypliny dla naszego kraju! A teraz, na trzy miesiące przed igrzyskami, obu urodziły się dzieci.

Iga przyszła na świat we wtorek 20 maja, a Mateusz dzień później. To musi być znak, że wreszcie los wynagrodzi Polakom prawie 30-letnie oczekiwanie na olimpijski występ. A kto wie, czy nie zakończy się on medalem, tak jak wtedy, gdy na świecie pojawił się Mariusz Jurasik.

"To rzeczywiście niesamowite, nawet na to nie wpadłem. Wierzę, że to naprawdę będzie dobry znak dla naszego zespołu" - mówi "Faktowi" skrzydłowy ekipy Bogdana Wenty.

Mariusz ma na razie trochę problemów ze zdrowiem. Na lewej ręce, której boją się wszyscy bramkarze świata, musi nosić specjalny ochraniacz zabezpieczający szczególnie kciuk 32-letniego zawodnika.

"Trzy tygodnie temu graliśmy na klubowym treningu w koszykówkę i jeden z kolegów uderzył mnie tak mocno, że teraz mam naderwane więzadła. Będę musiał iść na operację, ale dopiero po turnieju we Wrocławiu. Muszę zagrać i pomóc chłopakom w awansie do Pekinu, żeby potem nie mówili, że to tylko ich zasługa" - śmieje się "Józek".

Tkaczykowi również dopisuje humor. "Jestem niesamowicie szczęśliwy, zwłaszcza że Mateusz jest moim pierwszym dzieckiem, o które już od dawna staraliśmy się z Kingą. Czuję potężny przypływ pozytywnej energii, która przełoży się na moją grę we Wrocławiu" - zapowiada Grzegorz.

Obaj gracze towarzyszyli małżonkom przy porodzie, w tym celu opuścili nawet na kilka dni zgrupowanie reprezentacji w Kaliszu. Oczywiście za zgodą trenera Wenty. "Sam mam dziecko i wiem, co się czuje w takiej chwili. Dlatego nie robiłem im żadnych problemów z wyjazdem do domów" - mówi Wenta.

Mariusz i Grzegorz liczą na kolejne sukcesy w tym roku. Najbliższym może być start w igrzyskach. Zawodnicy przyznają jednak, że na awans trzeba będzie bardzo ciężko zapracować, nawet pomimo szczęśliwych znaków losu.

"Szwecja po kilku latach kryzysu odradza swoją potęgę, a Islandia od dawna należy do europejskiej, czyli także światowej czołówki. Natomiast Argentynę zlekceważyli już kiedyś na mistrzostwach świata Chorwaci i Rosjanie, co skończyło się dla nich utratą punktów" - przypomina Jurasik.

Także Tkaczyk przestrzega przed hurraoptymizmem: "Niech nikt nie myśli, że to będzie dla nas spacerek. Wprawdzie z Hali Stulecia do Pekinu pojadą dwie z czterech drużyn, ale walka o te dwa miejsca będzie straszna. My jednak jesteśmy na nią gotowi".