MARTA PYTKOWSKA: W piątek losowanie drabinki przed ostatnim w tym sezonie turnieju wielkoszlemowym US Open. Jak pan ocenia szanse Agnieszki Radwańskiej?

WOJCIECH FIBAK: Tylko pozytywnie. Jestem wielkim fanem Agnieszki i kibicem jej talentu. Nadal będę twierdził, że jest to jedna z najbardziej utalentowanych tenisistek, nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Jaki jest ten sezon? Powiem szczerze, przed każdym turniejem zawsze towarzyszy mi przeczucie, że ją stać na wygraną w całym turnieju. Niestety, zbyt często przydarzają jej się przypadkowe i rozczarowujące porażki. Naturalnie, zdaję sobie sprawę, że porażki są wpisane w tę dyscyplinę, w końcu nie raz sam schodziłem z kortu pokonany, wiem też, że turnieje odbywają się co tydzień, często brakuje czasu na zregenerowanie sił. Uważam jednak, że talent Agnieszki jest tak ogromny, że gdyby częściej przystępowała do pojedynków bardziej skoncentrowana, tych przegranych spotkań byłoby znacznie mniej. Rozumiem, że Agnieszka przegrywa z siostrami Williams, ale nie z Kateryną Bondarenko czy Virginie Razzano. Przyznam szczerze, te dziewięć ćwierćfinałów w tym sezonie to nie są wyniki na miarę jej talentu. Ostatnie jej występy na twardych kortach w Stanach Zjednoczonych - przecież ona mogła każdy z tych turniejów wygrać, bo czymże Agnieszka różni się od Marion Bartoli czy Flavii Pennetty, to są znacznie słabsze zawodniczki, dysponujące mniejszym areałem zagrań. W tym roku wydawało mi się już, że wygra Australian Open, była fantastycznie przygotowana. Jej rywalki grają słabo, a postawa sióstr Williams jest wręcz rozczarowująca.

Z czego to wynika? Wielu ekspertów obwinia za ten stan Roberta Radwańskiego?

Wszyscy w środowisku wiedzą, jak trudno wychować i nauczyć czegokolwiek dzieci, ile trzeba w to włożyć sił. Ojciec jest i powinien pozostać jej trenerem. Tak naprawdę jest to wielki sukces pana Roberta i trzeba mu za to oddać hołd. Wiele osób nie rozumie, jak wielkiej rzeczy on dokonał: w kraju, który ma tak niewielkie tradycje, w erze tenisa open udało mu się wprowadzić do światowej setki kobiecego tenisa dwie wspaniałe tenisistki. Pamiętajmy, Polska to nie Czechy. Dokonania dziewczyn i pana Roberta są wspaniałe. Jednak od pewnego czasu zauważam, że zmalała ta linia porozumienia na linii tenisistka - ojciec. Agnieszka to osoba o silnym charakterze, ona uważa, że sama sobie poradzi w każdej sytuacji, nie szuka pomocy ani u ojca, ani u kogokolwiek innego.

W czym tkwi problem?

Agnieszka to niezwykle inteligentna osoba. Spotkania wygrywasz nie tylko na korcie, ale i poza nim. Tenis to przecież też taktyka. A ona nawet nie ogląda swoich spotkań, nie analizuje ich, nie podgląda też rywalek, to tak, jakby nie chciała się niczego nauczyć. A przecież to dziewczyna obyta w świecie, która ma mnóstwo zainteresowań. Czemu nie jest tak z tenisem, który jest jej największą pasją? Moim zdaniem powinna być bardziej otwarta na wpływy z zewnątrz. Dlatego uważam, że zmiana trenera jest niepotrzebna, ale zmiana nastawienia. Pamiętam, jak rozmawiałem z Agnieszką przed meczem w ćwierćfinale Rolanda Garrosa ze Swietłaną Kuzniecową. Pytałem ją o plany, o taktykę. Ona skwitowała to tylko „Jakoś to będzie”. Moim zdaniem to nie jest profesjonalne podejście. Spójrzmy choćby na Novaka Djokovicia, czwarta rakieta świata. Widzi, że coś w jego grze ostatnio nie gra, że jest słabszy. Pytał mnie o radę, poradziłem, żeby był agresywniejszy, że gra zbyt pasywnie, że czeka na błędy rywali, zamiast samemu ich przycisnąć. Pierwsze efekty było widać natychmiast - Novak rozpoczął dodatkową z Toddem Martinem w roli konsultanta. A jak będzie z Agnieszką? Powiem tak: kto wie, może właśnie ta taktyka, która zaprowadziła ją tak wysoko, sprawdzi się także teraz. Ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że w przyszłości może odkryć, że gdyby otworzyła się już teraz na rady z zewnątrz, to te sukcesy przyszłyby znacznie wcześniej i byłyby znacznie większe. Może powinna pójść za przykładem Djokovicia i zatrudnić konsultanta, którego obecność nie zmniejszyłaby pozycji ani Agnieszki, ani trenera.

Agnieszka ma za sobą ciężkie pięć tygodni wypełnione turniejami. Czy to nie jest zbyt duże obciążenie dla jej organizmu?

Przecież ona żadnego z tych turniejów nie wygrała. W przeszłości wygrałem amerykański tour, trzy finały singlowe i trzy zwycięstwa deblowe, tydzień w tydzień, i sił na US Open mi nie zabrakło. Agnieszka szuka wciąż formy, szuka swojego rytmu. O US Open się nie obawiam. Nawierzchnia na Flushing Meadows jest odrobinę szybsza, ona lubi tam grać, lubi duże wyzwania. Z tym miejscem wiążą się przyjemne wspomnienia, w końcu to właśnie na tych kortach pokonała wielką Marię Szarapową. Jestem pewien, że jej talent właśnie tutaj zabłyśnie.

A faworytki? Kobiecy tenis jest ostatnio mocno rozczarowujący.

Dinara Safina, mimo że liderka, jest bardzo chimeryczna, gra w kratkę. Także powrót Kim Clijsters, bardzo się cieszę z powrotu Belgijki do rozgrywek. Jednak to dziwne, że po tak długiej nieobecności ona teraz ogrywa dziewczyny z czołówki. A do tego humory sióstr Williams, porażka Venus z Bondarenko w Toronto to fatalna wizytówka dla WTA Tour. Przecież ona nawet nie walczyła, tylko odpuściła sobie spotkanie.

A US Open?

Sądzę, że siostry Williams się zmotywują, groźne też będą Szarapowa i Clijsters. I mam nadzieję, że właśnie Agnieszka.

W eliminacjach do US Open startują polscy tenisiści, Jerzy Janowicz i Łukasz Kubot. Mają jakieś szanse?

Bardzo liczę na Janowicza. On jest silny mentalnie, ma potężny serwis, a przy tym ten niesamowity wzrost. Mimo dwóch metrów jest bardzo zwrotny, to taki typ Sama Querreya czy Johna Isnera. Jak nie teraz, to w przyszłości dopracujemy się wspaniałego zawodnika w czołówce ATP Tour. Liczę też na Łukasza Kubota, mam nadzieję, że obydwaj wystąpią w turnieju głównym.