Polska tyczkarka polubiła krymskie wina i potrawy
Dla większości sportowców zgrupowania to tylko ciężka praca i monotonne treningi. Ale nie tylko. Ostatni obóz Moniki Pyrek na Jałcie to także... konsumowanie krymskich win i przysmaków miejscowej kuchni. Jak zapewnia tyczkarka, wszystko z umiarem.
"Godziłam trening ze zwiedzaniem. Pracowaliśmy nad powiększeniem wydolności, więc często biegaliśmy. Ale prosto z bieżni przenosiliśmy się do pięknych parków" - pisze sportsmenka na swojej oficjalnej stronie internetowej. I dodaje, że przebiegnięcie sześciu kilometrów po parku botanicznym okazało się dla niej nie lada wyzwaniem.
"Wspinaliśmy się na szczyt Aj-Petri na wysokość 1234 m n.p.m., a po drodze zobaczyliśmy Wodospad Uczan-Su, który mierzy 98 m, a latem wysycha. W Liwadii byliśmy również w Pałacu Białym, gdzie odbyła się Konferencja Jałtańska w 1945 roku" - wylicza ciekawe miejsca Jałty polska tyczkarka.
"Próbowaliśmy wielu jałtańskich specjałów. To mieszanka kuchni tureckiej, greckiej i ukraińskiej! Mnie zachwyciły zielone pomidory marynowane na ostro i słodkie pałeczki z orzechami w naturalnej galaretce z owoców. Byliśmy też na prawdziwym ukraińskim grillu z przepysznymi szaszłykami - w głębi lasu, nad potokiem" - zachwala Pyrek.
















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!