Skąd pomysł, żeby Gołotę zaprosić do udziału w gali w Katowicach?
Pomysł wyszedł od Ziggiego Rozalskiego, menedżera Gołoty. Trochę żartem zapytał, co ja na to, by Andrzej boksował w Katowicach. Zatkało mnie. Ja mam do Gołoty stosunek emocjonalny. Kiedy kilka lat temu byłem na gali we Wrocławiu, gdzie walczył, do głowy mi nie przyszło, że kiedyś ja będę organizował jego walkę. To niesamowite.

Jest pan pewien, że Gołota będzie walczył w Katowicach?
Boks to taki sport, w którym walka jest pewna tylko wtedy, kiedy zawodnik wchodzi do ringu. Dzisiaj sprawa wygląda tak: my jesteśmy gotowi do jego pojedynku, tak samo telewizja Polsat. A Gołota i Rozalski deklarują, że będą boksować 26 maja, nawet jeśli problemy będzie robił Don King.

Nie boi się pan, że Gołota będzie większą gwiazdą gali od Włodarczyka?
Wbrew pozorom nie podniesie zainteresowania galą. A przynajmniej nie wywróci sytuacji do góry nogami. Prawdziwi kibice boksu i tak oglądaliby walkę Krzyśka. Włodarczyk jest już zawodnikiem rozpoznawalnym. Z ostatnich badań agencji marketingu sportowego wynika, że jego twarz jest na trzecim miejscu pod względem rozpoznawalności wśród czynnych sportowców. A pseudonim na czwartym. Gołota chyba cały czas jest numerem 1, jeżeli chodzi o nazwisko. Obecność Andrzeja na pewno będzie miała znaczenie w sprzedaży biletów. To już zaczyna być widoczne na naszej stronie kupbilet.pl. Jedni go kochają, drudzy nienawidzą, ale wszyscy są go ciekawi.

Dlaczego pan tak dobrze mówi o Gołocie?
Znam go ponad 20 lat, chociaż nigdy nie byliśmy kolegami. Pierwszy raz zobaczyłem go na olimpiadzie młodzieży w Olsztynie, gdzie walczył. On miał lat 16, ja 12. Od dziecka jestem jego kibicem. Mój ojciec, adwokat, prezes Polskiego Związku Bokserskiego, był zafascynowany Gołotą. Traktował go trochę, jak swojego podopiecznego. Pomagał mu też jako adwokat.

Może to będzie ostatnia walka w karierze Gołoty?
Zdecydowanie nie, jeżeli jest zdrowy i podporządkuje się reżimowi treningowemu. Wtedy okaże się, że wcale nie trzeba się nazywać Donem Kingiem, by zorganizować mu kolejną walkę. Kiedy Gołota poczuje kibiców w Spodku, 10 tys. ludzi skandujących jego nazwisko, kochających go, to nie będzie chciał rzucać boksu. Mam plan, by jesienią zorganizować mu kolejny pojedynek w Polsce. On jest zawodnikiem Kinga, więc to King będzie miał profity z ewentualnych zwycięstw, ale trudno. Organizowanie walk Gołoty to dla mnie zaszczyt. Zaproponowałem Ziggiemu, by jesienią przysłał Andrzeja na obóz w polskie góry. Z dala od kibiców i rozrywek. Wszystko jednak zależy od majowej walki. Gołota to bardzo ambitny człowiek. Kiedy był wielki, w wadze ciężkiej walczyło kilku znakomitych bokserów. Dzisiaj ta waga jest bardzo słaba. Jeżeli Andrzej spokojnie wygra ze słabszymi rywalami, to może znowu powalczy o mistrzostwo świata. Mam tylko nadzieję, że King nie wymyśli, by Gołota w następnej walce zmierzył się np. z Władymirem Kliczką, bo to znowu źle się skończy.

Kibice mogą liczyć na to, że Don King pojawi się w Katowicach?
Nie sądzę. King przyjeżdża do Europy tylko w dwóch przypadkach. Albo na wielką walkę, czyli po wielkie pieniądze, albo gdy organizuje walki weekend po weekendzie i wtedy zostaje na cały tydzień.