Kołecki od zdobycia srebrnego medalu na igrzyskach w Sydney w 2000 r. całkiem jak sztanga raz fruwał w górę, raz na sam dół. Gdy był na dole, zawsze stał obok niego Stefan Maciejewski, biznesmen z Otwocka i były sztangista. I właściwie tylko on był z naszym ciężarowcem na dobre i złe.

Teraz, gdy reprezentant Polski osiągnął kolejny sukces, serce Maciejewskiego nie wytrzymało. Na szczęście trener Kołeckiego przywiózł go 1300 km do jednego z warszawskich szpitali - pisze "Gazeta Wyborcza".