Jak to jest być partnerką życiową zawodowego mistrza świata w boksie?
Trudno mi powiedzieć, bo nie byłam tak związana z nikim innym. Przypuszczam, że inaczej, niż być kobietą człowieka pracującego codziennie od 8 do 16. Na pewno wiąże się z tym więcej emocji. Czasami przyjemnych, czasami trudnych.

Boi się pani o Krzysztofa?
Oczywiście. Mam świadomość, co mu się może stać. Boję się, że któryś z ciosów zrobi mu krzywdę. Ale on chciał być bokserem. Ja też wiedziałam, na co się decyduję. Coś za coś.

W ringu musi być twardzielem, na co dzień też taki jest?
Są w nim uczucia. Wie, co to miłość. Teraz przelał ją na dziecko, naszego syna Kacpra. My poznaliśmy się, gdy dopiero zaczynał zawodową karierę. Jeszcze nie był „Diablo”, tylko Krzysiek. I dla mnie cały czas nim jest. Razem z nim dorastałam, przeżywałam kolejne etapy kariery. W pierwszym roku spędzał w domu dużo czasu. Potem bardzo często wyjeżdżał na sparingi do Włoch i Niemiec. Tak jak teraz przyjeżdżają do niego ludzie, tak on jeździł do innych. Obecnie zdarzają się okresy, że nic nie robi. A gdy zaczynają się przygotowania do kolejnej walki, znowu długo go nie ma.

Podczas przygotowań do najbliższego pojedynku byliście razem.
Doszliśmy do wniosku, że tak może być lepiej. Podjęliśmy tę decyzję w trójkę, wspólnie z trenerem. Czy z dobrym skutkiem? Okaże się po walce. Na razie jest tak, jak powinno być. Kiedy Krzysiek jest sam, szuka sobie zajęć. Gdzieś tam pójdzie, z kimś pojedzie, spóźni się na trening. A gdy wolny czas spędza ze mną, nie ma takich problemów. Wczoraj, tydzień przed walką, rozstaliśmy się. Im bliżej decydującego dnia, tym Krzysiek robi się bardziej nerwowy i trudno z nim wytrzymać.

Jest pani o zazdrosna o narzeczonego?
Jak nie widzę, to nie. Nie dzwonię, nie sprawdzam, gdzie jest.

A on o panią?
Strasznie, choć nie ma powodów. Czepia się o drobnostki. Ja lubię rozmawiać, poznawać ludzi, lecz nie jestem osobą prowokującą.

To wieczorami pewnie bawicie się wspólnie?
Ostatnio tak, choć wcześniej razem nie wychodziliśmy. Dziecko do 3 roku życia jest strasznie absorbujące i nie mogłam sobie pozwolić na częste wypady. Pojawialiśmy się razem na imprezech, gdzie wypadało się pokazać: balach, oficjalnych spotkaniach. Od niedawna robimy to częściej i czuję się z tym dużo lepiej.

Dużo pani wie o boksie. Czuje się pani do tego zobowiązana?
Po prostu lubię ten sport. Chętnie słucham fachowców. Szczególnie gdy wiem, że mogę się czegoś od nich nauczyć. Potem w towarzystwie wiele osób, szczególnie mężczyzn, jest zaskoczonych, że tak orientuję się w temacie.

A co takiego fascynującego jest w tym boksie?
Walka, zacięcie, brak nudy. To typowo męski sport, ale nie liczą się w nim tylko miśnie. Trzeba przy tym myśleć. Boks jest jak taniec.

Ale zdarzają się też dramatyczne momenty. Pamięta pani jakieś szczególnie mocno?
Nie byłam na tej walce, ale to dotyczy jedynej porażki Krzyśka. Walczył w Niemczech z Pavelem Melkomianem. Pojedynek przerwano po 4. rundzie z powodu kontuzji Rosjanina. Krzysiek przegrał na punkty, choć regulamin mówi, że można je podliczać dopiero po 5. rundzie. Zdenerwowałam się, bo nie mógł nic zrobić.

Co pani czuje podczas walki?
Widzę z bliska, jak dostaje, jak kolejne uderzenia rzucają jego głową. Największe wrażenie robią jednak momenty, kiedy Krzysiek opuszcza gardę i robi tylko uniki. To piękne, ale jednocześnie przerażające. Niesamowite są za to jego nokauty. Nie widać nawet, kiedy to się dzieje, a przeciwnik leci na deski.

Skoro boks jest jak taniec, to Krzysztof dobrze tańczy?
Na parkiet nie trzeba wyciągać go siłą. Tańczy dobrze, ale nie lepiej ode mnie. Tylko że ja mam za sobą epizody w dwóch grupach tanecznych.

Dostałby zezwolenie na występ w „Tańcu z gwiazdami”?
Puściłabym go, bo ma predyspozycje. Jeśli udałoby się zharmoniozować występy z przygotowaniami do walki, nie miałabym nic przeciwko. Tym bardziej że Krzysiek jest chętny do zabawy. Nie boi się wyzwań. Lubi jazdę konną, motory, pływanie...

A jaki jest w domu?
Trzeba mu przypominać, żeby śmieci wynosił. Potrafi nie zabrać worka przygotowanego obok drzwi. No i rozpieszcza Kacpra. A potem wyjeżdża i zostawia mnie z kłopotem.

Kacper nie widział jeszcze walki taty na żywo. Kiedy to nastąpi?
Jak będzie starszy i będzie mu można wytłumaczyć, że to nie zwykła przemoc, ale sport. Na razie jest w takim wieku (3,5 roku – przyp. red.), że nie zrozumie. Dla niego to tylko bicie. Może gdy będzie miał 5-6 lat. Gdyby sam chciał zostać bokserem, nie będę mu bronić. Powinien się spełniać, robić, co chce. Wolałabym jednak, żeby znalazł sobie inne zajęcie. Wiem, jak to wszystko wygląda. Nie tylko ring, światła, nokaut, pieniądze...

Właśnie. Poziom, jaki prezentuje Krzysztof, daje stabilizację finansową?
Zaczyna dawać. Wcześniej nie było nic. Do tej pory mieszkamy w trzydziestokilkumetrowym mieszkaniu. Krzysiek nieraz narzekał na taki stan. Podtrzymywałam go na duchu. Mówiłam: poczekaj, powoli do czegoś dojdziesz. Teraz przychodzą efekty.