Freestyle to w miarę nowy sport. Powstał w połowie lat 90. Zaczęło się od zwykłego motocrossu, w którym skoki są na porządku dziennym. Ale kilku zawodników uznało, że skakanie samo w sobie jest kapitalne i postanowili zająć się tylko tym. Tak powstał freestyle motocross - FMX. "Sport jest bardzo widowiskowy, dlatego na pokazy zaczęły przychodzić tłumy i tak to się rozwinęło" - tłumaczy dziennikowi.pl Dariusz Kłopot, pierwszy Polak, który wykonał w powietrzu salto do tyłu.

Najlepszym freestylowcem na świecie jest Amerykanin Travis Pastrana. Był pierwszym, który wykonał podwójnego backflipa, czyli w trakcie lotu zrobił dwa salta do tyłu. Pastrana zakończył karierę w zeszłym roku i zaczął się ścigać w rajdach samochodowych, ale rozpalił wyobraźnie wielu młodych motocyklistów, także w Polsce.

We freestyle'u najważniejsze są dwa czynniki - motor i wyobraźnia. Sprzęt jest drogi. Standardowy motocykl crossowy kosztuje około 30 tysięcy złotych. Ale nie nadaje się do FMX. Musi zostać poddany przeróbkom. Te kosztują nawet 10 tysięcy złotych. "Są to maszyny z silnikami o pojemności 250 cm sześciennych z niewielkimi przeróbkami, takimi jak utwardzone zawieszenia, wycięte siodełko, przycięte błotniki, wyższa kierownica czy wycięte w bocznych numerach startowych szpary do robienia tzw. seat-grabów, czyli łapania motocykla w locie" - opowiada zawodnik Crossteamu Zielona Góra.

Drugi czynnik - wyobraźnia - także jest niezbędny. Zawodnik musi wiedzieć, na co może sobie pozwolić i czy ewolucja, którą zamierza wykonać, nie skończy się groźnym upadkiem. Z tym bywa kłopot, bo FMX to dyscyplina, w której kontuzje są na porządku dziennym. "Wiadomo, że jest to ryzykowne. Dlatego najpierw ćwiczy się na sucho. Jak ktoś ma to już opanowane, dopiero wtedy wyjeżdża na rampę" - tłumaczy Kłopot.

Na świecie najlepsi freestylowcy zarabiają duże pieniądze. A w Polsce? "FMX to przede wszystkim pasja, ale na szczęście da się z niej wyżyć. Na pokazy przychodzi coraz więcej kibiców. W katowickim Spodku na eliminacjach mistrzostw świata było nawet 20 tysięcy widzów, więc organizatorzy zaczęli płacić większe pieniądze. Ale i tak bez sponsorów się nie obejdzie. Na szczęście sponsorzy również się znaleźli" - mówi zawodnik.

W Polsce dyscyplina ta jest ciągle w powijakach. Trenuje ją około 20 motocyklistów. "Poziom jest różny. Niektórzy skaczą lepiej, inni gorzej. Dyscyplina ciągle jest bardzo niszowa, ale rozwija się. Pod względem technicznym jesteśmy jakieś cztery lata za Zachodem, lecz szybko odrabiamy straty. Na szczęście jest wielu młodych ambitnych zawodników, którzy powinni pociągnąć freestyle w naszym kraju" - tłumaczy Dariusz Kłopot.

Zobacz pierwsze w Polsce salto do tyłu w wykonaniu Dariusza Kłopota: