Znowu jest pan mistrzem świata, tym razem w kategorii junior ciężkiej. Wrócił pan na szczyt?
Wróciłem. Walka chyba mogła się podobać. Trzymałem się na dystans, próbowałem lewego prostego, wykorzystywałem szybkość, która została mi z kategorii półciężkiej. Dzięki mojemu promotorowi otworzyły się przede mną drzwi. Myślę, że już niedługo będzie więcej tych pasów.

Pineda czymś pana zaskoczył?
To bardzo mocny chłopak. Andrzej Gmitruk od początku mi powtarzał, że mam trzymać łapy wysoko, bo ma czym kopnąć. Potwierdzają to wszyscy, którzy z nim walczyli lub sparowali. Rywal był ciężki, wytrzymały. Dlatego bardzo, bardzo się cieszę z tego zwycięstwa. Zadałem tyle ciosów, że w końcu któryś musiał go położyć.

Pan nie wygląda na obitego.
I tak powinno być. Byłem na tyle szybki, że nie dałem mu się zaskoczyć żadnym groźnym ciosem. Ostatnio miałem ciężkie walki, teraz z Andrzejem wykonaliśmy naprawdę wielką robotę.

Co dalej z pana karierą? Chce pan zawojować kategorię junior ciężką?
Teraz wszystko zależy od mojego promotora. Ja chcę walczyć o wszystko, co tylko się da. Zdobycie innych pasów na pewno byłoby czymś wspaniałym. Jedną z opcji jest walka o pas IBF ze Stevem Cunninghamem. Chcę tego pojedynku, według mniej Cunningham jest mniej niebezpieczny od Pinedy, bo nie ma takiego ciosu.

Jak się pan czuje w kategorii junior ciężkiej?
Tak, jak było dzisiaj widać. Czyli bardzo dobrze. Byłem najedzony, niczego mi nie brakowało.

W niedzielę pójdzie pan do kościoła?
Oczywiście, jak co niedzielę. Z całą rodziną, w doskonałych nastrojach.