Najlepszy polski żużlowiec jest zaskoczony tym, że wybrnął z takiego wypadku tylko z siniakami i lekko poobijany. Z samego upadku samolotu pilotowanego przez ojca Władysława nie pamięta prawie nic. "Mogę jedynie powiedzieć, że wszystko przebiegało prawidłowo. Leciało nam się świetnie, pogoda też była naprawdę dobra. My do samego końca nie wiedzieliśmy, że coś złego się dzieje" - opowiada "Faktowi" Tomek.

"Potem pamiętam już tylko szpital. Lekarze powiedzieli mi, że ojciec jest w ciężkim stanie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Choć był na krawędzi życia..." - po tych słowach żużlowiec Unii Tarnów długo wpatruje się w zdjęcie roztrzaskanego samolotu, którym leciał.

Władysław Gollob przeszedł w niedzielę skomplikowaną, trzygodzinną operację. "Pan Tomasz bardzo chciał zobaczyć ojca, więc zawieźliśmy go do niego. Wymienili kilka słów, ale gdy pochylał się nad łóżkiem, zakręciło mu się w głowie i zasłabł" - opowiada ordynator szpitala św. Łukasza w Tarnowie Jerzy Otwinowski.

"Po wypadkach lotniczych albo się budzisz na ziemi, albo już w niebie. Przecież z samolotu została tylko kupa złomu! Jak w tym czymś mogło spaść z nieba czterech gości i jeszcze przeżyć? Przy takich tragediach nie ma z ludzi czego zbierać. To coś niesamowitego, po prostu cud. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że dostaliśmy bonusa. A niewielu go dostaje. Mam nadzieję, że go nie zmarnujemy" - mówi Tomasz Gollob.

Żużlowiec wierzy, że już wkrótce znów usiądzie na motor. "Trzeba w szybko wrócić do zdrowia i... jedziemy dalej. Dzisiaj chcemy się przenieść do szpitala w Bydgoszczy. Będziemy potrzebować czasu na rekonwalescencję. I jeszcze paru dni, żeby nabrać wigoru do jazdy i zacząć się ścigać" - dodaje żużlowiec.

Jerzy Otwinowski, zastępca ordynatora szpitala św. Łukasza w Tarnowie:
Tomasz Gollob nie odniósł poważnych obrażeń. Potłuczenia głowy i tułowia nie wymagają interwencji chirurgicznej. Tomografia komputerowa głowy i brzucha oraz prześwietlenie wykazały, że nie ma żadnych obrażeń wewnętrznych. Natomiast pan Władysław Gollob miał skomplikowane otwarte złamanie przedramienia prawego z uszkodzeniem tętnicy, co mogło grozić nawet martwicą dłoni. Ma także złamanie nasady kości piszczelowej. Rune Holta po opatrzeniu ran ciętych i tłuczonych bez poważnych obrażeń wewnętrznych na własną prośbę został wypuszczony do domu. Pan Wojciech Malak odniósł powierzchowne obrażenia głowy i kręgosłupa szyjnego.