"Nie boję się znów wsiąść do bolidu i nie sądzę, żeby kraksa z Montrealu sprawiła, że zacznę jeździć wolniej" - mówił przed pierwszym po 19. dniach przerwy przejazdem zawodnik BMW Sauber.

Podobnie uważał Niki Lauda, były znakomity kierowca. "Z pewnością zobaczymy starego Kubicę. Nie przypuszczam, żeby wypadek go zmienił lub miał na niego jakiś zły wpływ. Na torze we Francji będzie startował bez obciążeń, za to niesamowicie zmotywowany. To mu pomoże. Na jego korzyść zadziała też miejsce powrotu do akcji. Magny-Cours jest bezpieczniejszy od obiektu w Montrealu" - twierdził trzykrotny mistrz świata.

Rzeczywistość nie jest taka różowa. Wczoraj, punktualnie o godzinie 10, Kubica wyjechał na tor jako pierwszy. Pokonał jedno okrążenie, zjechał do boksu i... spędził w nim blisko godzinę. Tyle czasu zajęło mu odpowiednie ustawienie bolidu, którym w ostatnim wyścigu jechał rezerwowy kierowca BMW Sauber Sebastian Vettel oraz rozwiązanie problemów z układem kierowniczym - pisze "Fakt".

Potem Robert przejechał tylko 19. okrążeń. Mniej miał jedynie Adrian Sutil ze Spykera. Polak się starał, walczył o jak najlepszy czas. Poprawiał go z okrążenia na okrążenie, dwukrotnie wyprzedzając kolegę z zespołu Nicka Heidfelda i ostatecznie uzyskał 9. wynik. W popołudniowej sesji jeździł sporo, zaliczył 42 okrążenia, ale nie mógł być zadowolony z 12. czasu.

Dzisiaj Kubicę czekają kolejny trening oraz kwalifikacje do niedzielnego wyścigu. Grand Prix Francji będzie dla niego 13. wyścigiem w karierze kierowcy F1. Polak nie jest przesądny i ta liczba nie ma dla niego znaczenia. Inni kierowcy mają na ten temat chyba inne zdanie, bo w F1 nie ma samochodu z numerem 13.