Robert Kościecha to najbardziej pechowy polski żużlowiec. W sobotę po raz pierwszy wystartował w zawodach po skomplikowanym złamaniu ręki. Ale podczas półfinału Mistrzostw Europy Par w Debreczynie miał wypadek i złamał sobie nogę.
Groźną kraksę na torze w Debreczynie spowodował rywal, który staranował polskiego żużlowca. Efekt jest taki, że Robert Kościecha złamał sobie kość strzałkową i może - póki co - zapomnieć o ściganiu się. A był to jego pierwszy start po tym, jak zrosła mu się ręka.
"Jak widzicie, pech mnie nie opuszcza, zdążyłem wrócić po kontuzji, a tu następne złamanie. Przeszedłem kolejną operację w tym sezonie. Sezon dobiega końca, a ja nadal nie zdążyłem się nacieszyć jazdą na żużlu. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na zrośnięcie się kości i powrót na tor" - powiedział popularny "Kostek".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|