A to nie koniec kłamstw w walce z dopingiem w sporcie według naszego zawodnika. "Jestem ciekawy, jak bardzo zmieniłaby się ocena piłkarzy, tenisistów, lekkoatletów czy pływaków. Kiedy pojawił się pomysł, żeby włoskim piłkarzom robić testy krwi, to od razu podniósł się krzyk, że oni mają swój honor i nie będą tak poniżani" - mówi w wywiadzie dla "Życia Warszawy" Szmyd.

Kolarz uważa, że prawdziwy bój z niedozwolonymi środkami w sporcie jest prowadzony tylko w jego dyscyplinie. Dlaczego? "Bo kolarstwo to specyficzny sport. Nie ma stadionów czy stowarzyszonych grup kibiców. Jeździmy w próżni. Atakując kolarstwo, atakuje się stosunkowo wąską grupę, więc łatwo ją zniszczyć" - twierdzi zawodnik.

Szmyd bierze w obronę także wyrzuconego z Tour de France Michaela Rasmussena. Polak uważa, że Duńczyk powinien jechać do końca "Wielkiej Pętli", a ataki prasowe o podejrzeniach dopingu u kolejnych kolarzy ocenia jako przedwczesne. W tej sytuacji należy tylko zapytać dlaczego następni zawodnicy wpadają na braniu niedozwolonych środków?