Gollob ma 19 punktów przewagi nad broniącym tytułu Australijczykiem Jasonem Crumpem i 20 nad Jarosławem Hampelem. Praktycznie jest już przesądzone, że ta trójka rozdzieli między sobą medale. Jeśli Gollob w Terenzano, gdzie przed rokiem był najlepszy, zdobędzie sześć punktów więcej od Crumpa i pięć od Hampela, już w sobotę będzie się cieszył z mistrzostwa świata. Jeśli nie, "koronacja" zostanie odłożona do Bydgoszczy, gdzie wygrał aż siedem turniejów GP.

Gollob zdaje sobie sprawę z tego, jak blisko jest powtórzenia sukcesu Jerzego Szczakiela, który w 1973 roku został jedynym jak do tej pory polskim indywidualnym mistrzem świata. Zapewnia jednak, że to go nie stresuje. "Nie czuję żadnej presji. Wiem, na co mnie stać i nie wsłuchuję się w głosy innych" - powiedział polski żużlowiec cytowany na stronie internetowej organizatora cyklu GP.

Gollob zdobył już sześć medali IMŚ, ale żadnego złotego. Najbliższy triumfu był w 1999 roku, jednak wtedy miał ciężki wypadek przed ostatnim turniejem w Vojens i mimo ambitnej walki przegrał ze Szwedem Tonym Rickardssonem. Teraz chce uniknąć takiej sytuacji i zapewne dlatego nie wystartował w sobotnim finale indywidualnych mistrzostw Polski w Zielonej Górze. Oficjalny powód absencji - problemy zdrowotne.

39-letni Gollob nie zamierza rozstawać się z cyklem GP, nawet jeśli zdobędzie wymarzony złoty medal. "Nie ma znaczenia, czy zostanę mistrzem świata, czy nie. Za rok tu powrócę, bo sprawia mi to przyjemność. Dzień, w który stracę radość z jazdy będzie ostatnim dniem mojej kariery" - podkreślił Gollob.

Oprócz walczących o medale Golloba i Hampela w Terenzano wystartuje także trzeci z reprezentantów Polski Rune Holta. Dla niego te zawody nie są jednak aż tak istotne, ponieważ w klasyfikacji generalnej zajmuje piąte miejsce, z dużą stratą do czołowej trójki i dosyć bezpieczną przewagą nad dziewiątym Duńczykiem Hansem Andersenem (czołowa ósemka tegorocznych mistrzostw zapewni sobie prawo startu w przyszłorocznych).


Z kolei sobotnie zawody będą bardzo ważne dla niestartującego w nich Janusza Kołodzieja. Polak będzie kibicował Fredrikowi Lindgrenowi, który tylko w przypadku zajęcia przez Szweda co najmniej ósmego miejsca w MŚ może być pewny udziału w przyszłorocznym cyklu GP. Kołodziej zajął czwarte miejsce w eliminacyjnym Grand Prix Challenge, a awans uzyskiwała czołowa trójka. Właśnie trzeci był Lindgren i jeśli awansuje do ósemki, zwolni miejsce dla Kołodzieja. Na razie Szwed jest 11.

Z "dziką kartą" w Terenzano wystąpi Mattia Carpanese. 24-letni Włoch trzykrotnie do tej pory startował w turniejach GP, za każdym razem w Lonigo. W 2006 roku nie udało mu się wyprzedzić żadnego rywala. Rok później zdobył dwa punkty, podobnie jak w 2008 roku.