Jest to tymczasowe rozwiązanie. Najpóźniej w kwietniu 2011 roku ma być wybrany nowy prezes PZKol.

"Podjęta w listopadzie uchwała o samorozwiązaniu zarządu i odwołaniu prezesa obowiązuje, ale w sytuacji, gdy pan Miłek zrezygnował z kandydowania i nie było kogo wybrać, została schowana do szuflady. Po Nowym Roku zarząd zbierze się ponownie, by wyznaczyć termin kolejnego zjazdu wyborczego, który musi się odbyć w ciągu trzech miesięcy" - powiedział PAP Szurkowski.

Miłek, 42-letni biznesmen, były kolarz, a obecnie prezes firmy NG2 i jeden z najbogatszych Polaków, był jedynym kandydatem na prezesa. Wycofał się, ponieważ - jak wyjaśnił delegatom - nie chciał "wchodzić w sprawy, które nie są do końca wyprostowane".

W rozmowie z PAP Miłek poinformował, że głównym powodem jego rezygnacji były długi, które ma związek wobec głównego wierzyciela, wykonawcy toru kolarskiego w Pruszkowie - Mostostalu Puławy. 11 stycznia ma się odbyć pierwsza rozprawa sądowa między PZKol. a tą firmą.

Całe zadłużenie związku wynosi około dziewięciu milionów złotych, z czego lwią część - ponad pięć milionów - stanowią zaległości wobec Mostostalu.

"Układ z wierzycielami, głównie z Mostostalem, nie jest jasny. To pierwszy i najważniejszy powód mojej decyzji. A drugi - to brak czasu. Mogę pomagać związkowi, ale nie zajmować się nim. Mam na głowie 18 innych spółek i nie jestem w stanie oddać siebie działalności w PZKol" - powiedział Miłek.


Podczas zjazdu Miłek zadeklarował pomoc związkowi, ale nie bezwarunkową. Poinformował delegatów, że spłacił część długów wobec Mostostalu (740 tys.). Będzie też sponsorować związek, ale z zastrzeżeniem, że wycofa się, jeśli nie będą uwzględnione jego interesy. Nie krył niezadowolenia, że PZKol. stracił innego sponsora - Bank BGŻ. Od przyszłego roku BGŻ ograniczy swą działalność w kolarstwie do utrzymywania grupy szosowej Zbigniewa Szczepkowskiego.

W kuluarach zjazdu padały głosy, że jeśli długów nie uda się spłacić, to pod uwagę należy wziąć opcję... rozwiązania PZKol. Związek w tym roku obchodził jubileusz dziewięćdziesięciolecia.

Z taką możliwością liczy się Szurkowski, który 31 marca objął funkcje prezesa - jak sam twierdzi - "w trybie awaryjnym", zastępując kierującego związkiem od 1996 roku Wojciecha Walkiewicza.

"Generalnie, takie zagrożenie dla związku jest, ale będziemy walczyć do końca" - powiedział PAP Szurkowski.