Przed inauguracyjnym spotkaniem podopieczni Bogdana Wenty nie lekceważyli wicemistrza Afryki. Obawiali się skomasowanej i agresywnej obrony. Biało-czerwoni zagrali jednak nieskutecznie w ofensywie i mieli sporo problemów z mniej renomowanym zespołem. Podobnie jak na ostatnich mistrzostwach Europy w Belgradzie, Polacy grali bardzo nierówno. Szczególnie w pierwszej części spotkania prezentowali się poniżej oczekiwań.

Rywale nie potrafili upilnować polskiego obrotowego Bartosza Jureckiego, który na początku spotkania zdobywał najwięcej goli dla swojej drużyny. Jednak kilka niewykorzystanych sytuacji Mariusza Jurasika i celne rzuty z dystansu z biodra Algierczyków sprawiły, że po kwadransie był remis 6:6, a Sławomira Szmala zastąpił w bramce Marcin Wichary.

Na niewiele się to zdało, ponieważ Polacy nadal fatalnie mylili się w ataku, nie wykorzystując nawet sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali. W efekcie w 22. minucie Algierczycy po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie, a po kilku minutach wygrywali już trzema bramkami. Do przerwy Polacy przegrywali 11:13.

Po zmianie stron podopieczni Wenty mozolnie odrabiali straty, za sprawą skutecznego w ataku Tomasza Rosińskiego i Michała Jureckiego. W tym fragmencie gry świetnie prezentował się Wichary, broniąc m.in. kilka rzutów w sytuacjach sam na sam. Jego świetne interwencje wzbudzały ogromny aplauz na trybunach, gdzie zasiadło kilkuset polskich kibiców.

W ostatnim kwadransie biało-czerwoni kontrolowali już spotkanie, ale w samej końcówce zagrali nieco nonszalancko i ostatecznie wygrali 28:27. Na wyróżnienie w polskiej drużynie zasłużyli bracia Jureccy. Bartosz świetnie rozpoczął spotkanie, z kolei za sprawą Michała na początku drugiej części spotkania, podopieczni Wenty doprowadzili do wyrównania i wyszli na prowadzenie. W bramce świetnie prezentował się Wichary.

W sobotę również o 17.30 Polacy zmierzą się z Serbią. Jeśli wygrają (zakładając, że wieczorem Hiszpanie pokonają Serbów), wspólnie z gospodarzami turnieju zapewnią sobie awans na igrzyska olimpijskie w Londynie. Podopieczni Wenty muszą jednak zaprezentować się dużo lepiej niż w piątek.

mach/ af/