Na dzień dzisiejszy daję sobie spokój. Zdrowie już nie jest takie jak wcześniej. To koniec pewnej epoki. Część z nas jest za bardzo zaawansowana wiekowo, aby reprezentować nasz kraj - powiedział Marcin Lijewski po przegranej z Hiszpanią 22:33 na zakończenie turnieju kwalifikacyjnego w Alicante.

Polacy, aby wywalczyć o przepustkę do Londynu potrzebowali przynajmniej remisu z gospodarzami imprezy. Nie potrafili jednak nawiązać równorzędnej walki. To trzecia z rzędu porażka biało-czerwonych na dużej imprezie. Wcześniej podopieczni Bogdana Wenty rozczarowali na ubiegłorocznych mistrzostwach świata w Szwecji (8. miejsce) i styczniowych mistrzostwach Europy w Serbii (9.).

Po niedzielnej porażce jest ból, smutek i żal. Jednak decyzji odnośnie przyszłości trenera nie można podejmować pochopnie. Na pewno dokładnie przeanalizujemy postawę zespołu w ostatnim czasie. To trzecia, kolejna porażka na poważnej imprezie tej drużyny i musimy wyciągnąć wnioski. Mogę zapewnić, że decyzja będzie przemyślana i niejednoosobowa - powiedział PAP prezes PKOl i jednocześnie Polskiego Związku Piłki Ręcznej Andrzej Kraśnicki.

Zawodnicy schodzili do szatni załamani. Dzień wcześniej byli bowiem blisko sukcesu, ponieważ w końcówce spotkania z Serbią prowadzili trzema bramkami, aby ostatecznie zremisować. Zwycięstwo zapewniało im awans na olimpiadę.

W niedzielę zbyt mocno chcieliśmy wygrać i to nas sparaliżowało na boisku. Dzień wcześniej olimpiada uciekła nam w ostatnich sekundach i to podłamanie przeniosło się na niedzielny mecz. Nie ma jednak sensu się tłumaczyć, ponieważ zawiedliśmy na całej linii. Jest mi strasznie przykro i przepraszam wszystkich kibiców za swoją postawę. Nie byłem w stanie nic zrobić, żeby tknąć jakąś iskrę walki w kolegów z zespołu - tłumaczył bramkarz reprezentacji Marcin Wichary.

Żalu nie ukrywał również sam Wenta, po tym jak jego podopieczni nie byli w stanie podjąć równorzędnej walki z Hiszpanami.

Emocje skończyły się praktycznie po pięciu minutach. W ogóle nie nawiązaliśmy walki. Hiszpanie na naszym tle zagrali świetny mecz. W początkowej fazie spotkania mieliśmy swoje szanse, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Na pewno w głowach została nam końcówka meczu z Serbią. Po prostu byliśmy bezradni - ocenił szkoleniowiec.

Na pytanie o ocenę swojej pracy w ostatnim czasie szkoleniowiec odpowiedział: Ojców zwycięstwa zawsze jest wielu, ale matka porażki jest jedna. Jednak dobrze wiem, w którym miejscu stoję i kim jestem.

Z tymi zawodnikami przeszliśmy wspólnie długą drogę i wiadomo, że niektórzy z nich nie będą już w stanie walczyć o kolejne igrzyska. Zegar biologiczny tyka dla wszystkich. Prezes Kraśnicki był u nas w szatni i również mówił o konieczności takich zmian. Przypomnę tylko, że w czerwcu czeka nas trudny turniej jakim są eliminacje do mistrzostw świata. Ważne jest, aby nie stracić kontaktu z dużymi imprezami. Jednak czas pokaże w jakim zestawieniu będziemy grać kolejne mecze. Teraz wszyscy jesteśmy smutni, bo nie jesteśmy z kamienia. Mam dużo przemyśleń - przyznał szkoleniowiec.

Biało-czerwoni po zwycięstwie nad Algierią, remisie z Serbią i porażce z Hiszpanią zajęli trzecie miejsce w grupie i nie wywalczyli przepustki na igrzyska olimpijskie w Londynie. Awans wywalczyły Hiszpania z pierwszego miejsca i Serbia.