Kojarzy się panu z czymś data 27 stycznia 2008 roku?
Zapewne chodzi panu o to, że tego dnia zostanie rozegrany ostatni mecz mistrzostw Europy? I naturalnie chciałby pan wiedzieć, czy uważam, że zagramy w tym finale?

Naturalnie.
Mamy na to szansę, to fakt. Ale ja na razie martwię się o to, jak wygrać wszystkie mecze w grupie A, w której nie ma ani jednego słabeusza. Chorwaci brali udział w finałach mundiali w 2003 i 2005 roku, Słoweńcy to wicemistrzowie Europy z 2004 roku, a Czesi, których pokonaliśmy ostatnio tylko dwoma bramkami, z miesiąca na miesiąc są mocniejsi. Czeka nas cholernie trudna przeprawa.

Zabrzmiało trochę tak, jakby pan się bał tych rywali. Trener, który pokonał Niemców na ich terenie, pęka?
Ależ skąd! Ja czuję szacunek do rywali. W przeciwieństwie do Niemców...

Co ma pan na myśli?
Po tym, jak w sobotę wygraliśmy z nimi w turnieju QS Supercup, zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Telewizja niemiecka montowała tendencyjne obrazy z meczów. Wychodziliśmy w nich na brutali. Tamtejsze gazety pisały na czołówkach o tym, że ich wspaniała reprezentacja zajęła trzecie miejsce, a tymczasem nam, zwycięzcom, poświęcano znacznie mniej miejsca. No i jeszcze ten Heiner Brand...

Czyli niemiecki trener, który otwarcie zarzucał wam agresywną grę.
Właśnie. Facet zachował się dziwnie, nieprofesjonalnie. Przecież jeśli coś do mnie miał, mógł mi to powiedzieć prosto w oczy, a nie wypłakiwać się dziennikarzom. Moim zdaniem trzeba umieć przegrywać z honorem. Niemcy widocznie tego nie potrafią. My tak. Przypominam, że po finale mistrzostw świata nie marudziliśmy, że rywale faulowali, a sędziowie gwizdali tak sobie.

Wy chyba strasznie nie lubicie się z tymi Niemcami?
Nie chcę tego komentować. Nie miałbym nic przeciwko temu, żeby odpowiedzieć im na boisku i pokonać ich w mistrzostwach Europy. Cały świat dopingowałby nas w takim spotkaniu. Skąd ta pewność? Bo członkowie najmocniejszych drużyn, jak Hiszpania czy Francja, nadal mają pretensje do Niemców za to, że sędziowie pomagali im w trakcie mundialu.

Ale nie wszyscy Niemcy są tacy źli. Bramkarz Hennig Fritz publicznie was wychwala, mówiąc, że Polska z miesiąca na miesiąc się bardzo rozwija.
Nie jestem typem człowieka, który bierze drinka do ręki, siada wygodnie na kanapie i zachwyca się pochwałami innych. Po sukcesach wolę analizować, co można jeszcze poprawić.

No więc nad czym musicie popracować przed mistrzostwami Europy?
Należy zrobić wszystko, by zawodnicy w styczniu nie byli przemęczeni końską dawką listopadowo-grudniowych spotkań ligowych, pucharowych i reprezentacyjnych. Dlatego też niebawem kadrowicze przejdą gruntowne badania wydolnościowe pod okiem doktora Macieja Nowaka, cudotwórcy, który wspaniale postawił ich na nogi podczas mundialu. Wtedy dolewał dużo oleju do podniszczonego motoru, teraz chcemy tę maszynę zawczasu dopieścić, by w trakcie turnieju chodziła idealnie (śmiech).

Są jednak drużyny, z którymi zawsze przegrywacie, takie jak Francja czy Hiszpania.
To się zmieni. Kiedyś mieliśmy kompleks Rosjan. Do czasu. Dorwaliśmy ich na turnieju towarzyskim przed mundialem, a potem zlaliśmy w ćwierćfinale mistrzostw świata. Wspomnianych przez pana rywali też możemy pokonać. Mimo tego, że w każdej z tych drużyn gra wiele gwiazd.

W naszej ekipie liderem jest Karol Bielecki. Ma pan ewentualny plan B na wypadek tego, gdyby najlepszy strzelec kadry doznał poważnej kontuzji?
Nie zamierzam się martwić na zapas. Choć przyznam, że brak Karola na pewno byłby dla nas problemem. Można go porównać do osi auta. Czasem wymienia się koła i inne części samochodu, ale oś pozostaje nietknięta.

A jak tam pańska sytuacja w Magdeburgu? Z klubu odejdą niebawem najlepsi piłkarze, mówi się, że macie coraz mniej pieniędzy.
Nie wiem, jak długo jeszcze będę prowadził tę drużynę. Z wypowiedzi różnych ludzi, którzy kierują Magdeburgiem, wynika, że nie zawsze mi ufają. To nie wpływa dobrze na atmosferę pracy. Na pewno jednak nie odejdę do jednego z hiszpańskich klubów, o czym niedawno trąbiły europejskie media.