Tuż po tym jak „Sobol” odszedł z kadry, DZIENNIK dotarł do jego najlepszego przyjaciela, Piotra Soczewski. Były kapitan Wisły Płock przyznał, że nawet jego Sobolewski zaskoczył swoją decyzją. Soczewka - i kilku innych kolegów byłego reprezentanta - odpowiedzieli nam jednak na wiele innych pytań, związanych z pozaboiskowymi dziwactwami Sobolewskiego.

"Tomasz Frankowski powiedział w jednej z gazet, że w życiu prywatnym Radek to niemowa, że nawet na zgrupowaniach w ogóle nie rozmawia z kolegami z drużyny. To jakaś bzdura" - zaczyna opowieść Soczewka.

"I to piramidalna. Gdy wraz z Bartkiem Grzelakiem, obecnie zawodnikiem Legii, wchodziłem do składu Orlenu, „Sobol” cały czas z nami rozmawiał. Pocieszał, motywował, był jak starszy brat" - potwierdza Łukasz Pachelski, kiedyś zawodnik płockiej drużyny.

"Owszem, Radek nie nawija jak najęty. Ale nie jes tak, by w ogóle się nie odzywał. Mówi nie za dużo, za to zawsze mądrze. Ma posłuch. I w szatni, i w domu. Jego dzieci, Ada i Hubert, są zapatrzone w tatusia jak w obrazek" - tłumaczy Soczewka, którego rodzina wielokrotnie spędzała z Sobolewskimi wakacje. I dodaje: "Charakter Radka najlepiej podkreślają dwie cechy: ambicja i precyzja".

Tę pierwszą „Sobol” pokazał choćby po zesłaniu do piątoligowych rezerw Wisły Płock. Trafił tam w wyniku konfliktu z prezesem klubu Krzysztofem Dmoszyńskim. "W żadnym z meczów amatorskiej ligi Radek nie odpuścił. Inni zawodowcy, którzy tam grali, jak Jerzy Podbrożny czy Piotr Mosór stali na boisku i kazali biegać młodszym. Za to „Sobol” zasuwał jak szalony, za dwóch. Właśnie przez tę ambicję zrobił taką karierę. Bo umówmy się, wielkich umiejętności to on nie ma" - mówi Soczewka.

Jego zdaniem dla Sobolewskiego charakterystyczna jest jeszcze jedna cecha. "Radek, mimo że naprawdę dobrze zarabia, uważnie ogląda każdą złotówkę. To człowiek, który nawet przed kupnem zwykłej komórki zasięga opinii przynajmniej piętnastu osób" - objaśnia były kapitan nafciarzy.

"Tak w ogóle to kapitalnie zna się na sprzęcie elektronicznym. Gdy chcę kupić laptopa, zawsze do niego dzwonię – opowiada Andrzej Niedzielan. Zawodnik Wisły Kraków uważa, że miłość do nowinek technicznych to jedyna słabość „Sobola”. Bo na boisku ani poza nim nie można mu nic zarzucić.

Sobolewski nie jest jednak człowiekiem bez skazy. Podobnie jak wielu innych polskich piłkarzy, często widywany jest w kasynach.

"Tak, ale nie jest hazardzistą. Zna umiar. To nie typ człowieka, który zostawiłby na ruletce majątek, jest zbyt odpowiedzialny. Jeśli miałbym wymienić jeszcze jedną jego słabostkę, wskazałbym na... voltaren. Zawsze gdy Radka coś boli, łyka tę pigułkę. Żartujemy, że to jedna z dwóch tabletek szczęścia na świecie, obok viagry" - uśmiecha się Niedzielan.

Po rozmowach z przyjaciółmi Sobolewskiego można pokusić się o wskazanie kolejnej jego negatywnej cechy: nie konsultuje ważnych decyzji z bliskimi i rzadko kiedy słucha ich rad. Przykład? Soczewka dowiedział się o rezygnacji piłkarza z mediów. "Byłem zdziwiony. Owszem, Radek rok temu po nieudanym mundialu zastanawiał się czy nie odejść z kadry. Ale ostatnio kompletnie nic o tym nie mówił. Czasem trochę irytuje mnie to, że nie chce się radzić w ważnych sprawach. A także fakt, że nie daje się przekonać do dziennikarzy. Rozumiem, że mógłby ignorować jednego czy dwóch, ale wszystkich? To przesada".

"Mówił panu kiedyś dlaczego od kilku lat z nami nie rozmawia?" - pytamy.

"Nudzicie go, ot co. Radek uważa, że ciągle pytacie o to samo i że 90 procent z was nie zna się na piłce. Dlatego od pewnego czasu przestał z wami rozmawiać" - opowiada Soczewka. "Przed paroma laty był bardziej otwarty. Jako dziennikarz płockiego Radia Puls Fm wielokrotnie zapraszałem go na audycję, nigdy mi nie odmówił" - opowiada Maciej Wiącek, obecnie dyrektor Wisły Płock.

"Ale tak naprawdę to Sobol nawet w dawnych czasach nie przepadał za rozgłosem. Pamiętam taką sytuację: po meczu Orlenu z Widzewem, w którym strzelił dwa gole, czekał z godzinę w szatni, by wszyscy dziennikarze rozeszli się do domu. Zupełnie nie chciał z nimi gadać. Pierwsze strony gazet i czołówki serwisów informacyjnych tego chłopaka po prostu nie interesują" - kończy temat mediów Soczewka.

"Do swojej popularności i do siebie samego ma ogromny dystans. Ostatnia decyzja o rezygnacji z kadry jest tego przykładem. Mało kto w takim momencie, tuż przed Euro 2008, powiedziałby stop. Radek to zrobił, bo uznał, że więcej z siebie reprezentacji nie da. Brawo za dojrzałość" - mówi Bartosz Jurkowski, kolega Sobolewskiego z Jagielloni Białystok i Orlenu.

"Kibiców, którzy boją się, że Radek pójdzie niebawem krok dalej i zechce zakończyć karierę, pragnę uspokoić. Pogra jeszcze ładnych parę lat. Wiem, że nadal marzy o wyjeździe zagranicznym, najlepiej na Wyspy, a potem o powrocie do ukochanej Jagielloni. W niej chce zagrać swój ostatni mecz. „Jagusia” zawsze miała wyjątkowe miejsce w jego sercu. Pamiętam, że niedawno zastanawiał się, czy wystąpić przeciw temu klubowi w barwach Wisły. Nie chciał walczyć ze swoimi krajanami" -opowiada Soczewka.

Sobolewski wiąże z Białymstokiem swoją przyszłość. Być może po odejściu od futbolu zajmie się biznesem. Wstępnie rozmawiał o wspólnym interesie z Jurkowskim. Tak naprawdę nie wiadomo do końca co będzie robił za kilka lat. Pewne za to jest jedno - będzie mało mówił i wykonywał dużo ciężkiej pracy. Tak jak na boisku. Ten typ tak ma. "To taki Leon zawodowiec polskiej piłki. Nie wychodzi przed szereg, choć zawsze bierze na własne barki najtrudniejsze zadania. To najlepsza charakterystyka Radka" - podsumowuje Soczewka.