Po dwóch bramkach zdobytych w spotkaniu z Belgią, Ebi stał się w Polsce wręcz bohaterem narodowym. Również klubowi koledzy zgotowali mu w Santander wyjątkowe przyjęcie. "Nie było tortu ani polskiej flagi, ale odebrałem mnóstwo gratulacji. Nie ma to jak fetowanie sukcesu wspólnie z kolegami z kadry. Tej fety nigdy nie zapomnę!" - wspomina napastnik Racingu.

O udanych meczach z Kazachstanem i Belgią Ebi opowiada już bez emocji. "Przecież nic wielkiego nie zrobiłem. Owszem, zdobyłem ważne gole, ale kto powiedział, że cała moja kariera będzie tak wyglądała? Nie jestem żadnym bohaterem, tylko normalnym facetem, któremu udały się ostatnie spotkania eliminacji" - tłumaczy w rozmowie z "Faktem".

W poprzedniej kolejce Primera Division klub Smolarka sensacyjnie pokonał Valencię. Bramka na wagę zwycięstwa padła dopiero pod koniec meczu. "Tak się złożyło, że kiedy wszedłem na boisko, ruszyliśmy do ataku. Po chwili strzeliliśmy gola, a ja dołożyłem swoją cegiełkę do tej wygranej" - cieszy się Ebi.

Nic dziwnego, że po meczu trener Racingu Marcelino Garcia Toral był zadowolony z postawy Polaka. "Ostatnie 25 minut, kiedy na boisku pojawił się Ebi, było dla nas kluczowe" - zachwalał Smolarka szkoleniowiec.

"Nie słyszałem tej wypowiedzi. Najważniejsze, że pokazaliśmy, że możemy wygrać nawet z czołowymi drużynami ligi. Siódme miejsce w tabeli to nie jest szczyt naszych możliwości" - odgraża się nasz napastnik.

Niedzielne spotkanie między Królewskimi a drużyną Ebiego będzie wielkim wydarzeniem dla polskich kibiców. "Pierwszy raz odkąd gram w Hiszpanii, spotkam się z Jurkiem Dudkiem. Wcześniej nigdy nie było okazji, bo z Santander mam do Madrytu kawał drogi" - tłumaczy Ebi dla "Faktu".

Nie wiadomo, czy którykolwiek z naszych piłkarzy w ogóle wybiegnie na boisko. "Jeśli trener posadzi mnie na ławce, to trudno. Ale szczególnie zależy mi, żeby zagrać na Santiago Bernabeu" - kończy Smolarek.