Jasne jest, że do polskiej ligi nie przyjdzie Ronaldinho ani żadna inna wielka gwiazda. Ale mimo to powinno być ciekawie. Ruch w interesie powinien być spory, a transferowa karuzela kręcić się będzie szybko.

Tylko w pięciu zespołach nie należy spodziewać się wzmocnień, chyba że będą to zakupy wolnych lub bardzo niedrogich piłkarzy. Największym problemem jest oszacowanie możliwości finansowych lidera - Wisły Kraków.

Właściciel Tele-Foniki Bogusław Cupiał przez pewien czas nie miał zamiaru dokładać do interesu i zakręcił kurek z kasą. Powoli odzyskiwał także dług, jaki Sportowa Spółka Akcyjna ma wobec jego firmy. Nie pojawiał się także ostatnio na meczach "Białej Gwiazdy", choć w poprzednich sezonach często zasiadał w loży honorowej.

Jednak odkąd drużynę objął Maciej Skorża, a wiślacy odzyskali pierwszeństwo w lidze, Cupiał i jego rodzina znów kibicują drużynie. I to właśnie potentat kablowy w zimie zadecyduje, czy będzie jakiś transferowy hit.

Największy rywal Wisły - Legia - przed sezonem zarobiła na transferach 20 milionów złotych. Jednak pieniądze nie będą przeznaczone na wzmocnienie zespołu: "Zamierzamy zainwestować w budowę stadionu" - wyjaśnia na łamach "Przeglądu Sportowego" dyrektor Legii Mirosław Trzeciak.