Terroryści chcieli utopić Rajd Dakar we krwi
Samoloty zwiadowcze nad Mauretanią odkryły zasadzki terrorystów, którzy szykowali się do zabicia kierowców Rajdu Dakar. Na zawodników czyhało około 500 bojowników Al-Kaidy. "Organizatorzy wyścigu nie mogli ryzykować naszego życia i dlatego odwołali rajd" - powiedział w TVN24 Krzysztof Hołowczyc. To pierwsza taka decyzja w historii.
- "Hołek" bierze namiot tlenowy na Rajd Dakar
- Terroryści mogą zapolować na Hołowczyca
- Czachor: "Rok przygotowań poszedł na marne"
- Bank Światowy na celu terrorystów
- Hołowczyc: Chcę wygrać ten rajd
- Hołowczyc nie zaszaleje w sylwestra
- Hołowczyc dostał nowy samochód
- Zmienią trasę Rajdu Dakar
- Rajd Dakar w... Argentynie
- Rajd Dakar przeniesie się do Chile?
- Rajd Dakar 2009 w Ameryce Południowej
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ostrzeżeń francuskiego rządu przed zamachami przestraszyło się towarzystwo ubezpieczeniowe i wycofało polisy z odcinków, które miały być rozegrane w Mauretanii - a to praktycznie środek
rajdu.
Organizatorzy od wczoraj zastanawiali się, co robić. Wreszcie dziś w południe rajd odwołali - to pierwsza taka decyzja w historii tego rajdu.
Krzysztof Hołowczyc powiedział w TVN24, że organizatorzy podjęli ostateczną decyzję po wysłaniu nad Mauretanię samolotów zwiadowczych. Bo te odkryły zasadzki terrorystów.
Dziennik.pl dowiedział się, że m.in. francuskie specsłużby naliczyły około 500 terrorystów, szykujących się do zaatakowania uczestników
rajdu.
Rząd Mauretanii od razu ogłosił, że obawy organizatorów rajdu są bezzasadne, bowiem do ochrony imprezy zaangażowano ponad trzy tysiące funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa.
Obserwatorzy podkreślają, że zagrożenie musiało być jednak bardzo duże, bowiem Rajd Dakar to nie zwykły wyścig, ale gigantyczne przedsięwzięcie biznesowe. Reklamy, sponsorzy, opłaty za
transmisje telewizyjne - to wszystko kosztuje setki milionów dolarów.
Kierowcy są wściekli, że rajd się nie odbędzie, bo na przygotowania do startu wydali sporo pieniędzy. "Wszyscy jednak rozumiemy decyzję organizatorów" - mówi dziennikowi.pl
"Hołek".
Teraz uczestników czeka bardzo trudne zadanie logistyczne. "Trzeba zwinąć sprzęt, przygotować go do transportu do kraju. Najważniejsze jednak jest zapewnienie, że rajd nie zostanie
zlikwidowany, wszyscy mamy nadzieję, że za rok ponownie spotkamy się na starcie" - powiedział motocyklista Jacek Czachor.
30. edycja Rajdu Dakar miała ruszyć 5 stycznia z Lizbony. Na kierowców czekałoby aż 9273 kilometrów po najbardziej zabójczych trasach. Krzysztof Hołowczyc i pozostali uczestnicy Rajdu Dakar mieli wjechać do Mauretanii 12 stycznia, podczas ósmego etapu.
Do tegorocznego wyścigu szykowało się aż trzynastu Polaków. Oprócz Hołowczyca i Czachora - Jakub Przygoński i Krzysztof Jarmuż, załoga ciężarówki Grzegorz Baran, Klaudia Podkalicka i Andrzej Grigorjew, dwie załogi w terenówkach - Albert Gryszczuk i Michał Krawczyk oraz Robert i Ernest Góreccy i załoga w buggy Łukasz Komornicki i Rafał Marton.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!