Florecistka boi się wziąć psa na igrzyska
Małgorzata Wojtkowiak w oryginalny sposób aklimatyzuje się do startu w Pekinie. O nadchodzących igrzyskach drużynowej mistrzyni świata we florecie przypomina Coco, czyli grzywacz... chiński. Florecistka zabrałaby nawet pieska na olimpiadę, ale obawia się, że zostanie on tam... zjedzony! - pisze "Fakt"
- Skowrońska: Zrewanżujemy się w Pekinie
- Radwańska może walczyć o medale olimpijskie
- Polska florecistka na podium mistrzostw Europy
- Otylia wygląda jak kosmitka
- Chińczycy wybudują nam stadiony
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 8°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Coco nie opuszcza Małgosi nawet na zawodach. Nie płoszy go ani szczęk kling, ani okrzyki, w które obfitują turnieje florecistów. "Cierpliwie czeka, aż skończę walki. Tylko na chłopaków szczekał. Jest bardzo kochany. Nikomu go nie oddam. Gdy tylko mogę, wszędzie go ze sobą zabieram" - mówi reprezentantka Polski.
Wojtkowiak nie zabierze jednak psa na igrzyska. Dlaczego? "Oni tam przecież jedzą psy!" - tłumaczy Wojtkowiak. "Niedawno nasz sponsor zorganizował spotkanie z gośćmi zagranicznymi. Byli na nim Chińczycy. Mistrzynie świata zeszły dla nich na dalszy plan, jak zobaczyli Coco. W ruch poszły kamery i aparaty fotograficzne. Byli nim zainteresowani aż za bardzo, dlatego w sierpniu zostawię pieska w Gdańsku" - dodaje z uśmiechem florecistka.












































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!