Anna Rogowska: Widzę siebie na olimpijskim podium
"Widzę siebie na olimpijskim podium. Dzięki temu obrazkowi przestałam myśleć o zakończeniu kariery" - mówi DZIENNIKOWI brązowa medalistka olimpijska i rekordzistka kraju (4,83 m na stadionie) w skoku o tyczce, Anna Rogowska. W środę Polka weźmie udział w mityngu Pedro's Cup w Bydgoszczy, gdzie zmierzy się między innymi z najlepszą tyczkarką świata, Jeleną Isinbajewą.
- Rekord świata Isinbajewej
- Zwycięstwo Moniki Pyrek w Walencji
- Monika Pyrek skoczyła na medal
- Isinbajewa nie pobiła rekordu w Bydgoszczy
- "Caryca tyczki" chce zostać... aktorką
- Polska tyczkarka: Wracam do wielkiego skakania
- Anna Rogowska najlepszą tyczkarką na molo w Sopocie
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -14°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Ubiegły rok był dla pani bardzo słaby. Nie miała pani ochoty rzucić tego wszystkiego i zająć się czymś innym?
Miałam, kilka razy przemknęło mi przez głowę, że to koniec. Ciężko pracowałam, a wyników nie było. Nie wszystko mi pasowało w rozbiegu. Stąd wzięła się niepewność, huśtawka
nastrojów, nawet trochę strachu.
Miała pani blokadę psychiczną? Strach przed skakaniem?
Pisano o mnie różne rzeczy. Prawda jest taka, że nie miałam ochoty skakać. Odechciało mi się. To było największym problemem.
I jak pani z tego wybrnęła?
Zadałam sobie pytanie: gdzie widzę siebie za rok? Odpowiedź była prosta: chcę jechać do Pekinu i walczyć tam o olimpijski medal. Musiałam się pozbierać. I okazało się, że szczera rozmowa
z samą sobą była mi bardzo potrzebna.
Po tak słabym sezonie myśli pani o obronie olimpijskiego medalu?
Oczywiście. Chcę walczyć, chcę to zrobić dla siebie. Przypomieć sobie, jakie to miłe uczucie stać na olimpijskim podium. To mnie motywuje. Wszystko zaczynam od nowa.
W sobotę w Doniecku skoczyła pani 4,62 m, czyli wyżej, niż w całym sezonie letnim 2007 r. Wraca pani do wysokiego skakania?
Czy ja wiem? Ostatnio nie miałam żadnych obaw. Było, minęło - przynajmniej taką mam nadzieję. 4,62 to dobry wynik, ale na pewno są rezerwy i jeszcze tej zimy mogę skoczyć wyżej. Taką
wysokość po raz ostatni pokonałam rok temu w hali. A przez cały sezon letni skoczyłam tylko 4,60. Czyli coś się ruszyło w dobrym kierunku.
Szykowała się pani do sezonu halowego, czy traktuje go pani treningowo?
W tym roku ważne będą starty latem, a najważniejszy jest ten w Pekinie. Hala jest tylko po drodze. Skaczę zimą, bo nigdy nie odpuszczałam sezonu halowego i nie chcę tego zmieniać. Uważam,
że skakanie w zawodach, nawet niskie, jest lepsze od najlepszego treningu. Bojowe warunki, rywalizacja, adrenalina. A po sezonie halowym lato zaczyna się z wyższego poziomu.
W marcu ma pani wystartować w halowych mistrzostwach świata w Walencji. Takich zawodów nie traktuje się treningowo.
Pewnie, że nie. Będę tam walczyć na całego, do końca. Będzie Isinbajewa, będzie więc wysokie skakanie.
W roku olimpijskim dużo gwiazd odpuszcza sezon halowy. Isinbajewa nie, w Doniecku poprawiła rekord świata.
Mnie to nie dziwi. Jelena właściwie zawsze startuje w hali. Ona nigdy nie odpuszcza.
Przestraszyła was tym rekordem świata?
Nieee, nie ma się czego bać. Przyjemnie było na to patrzeć. Miło się skacze rekordy życiowe, jeszcze milej, kiedy są na tak wysokim poziomie. Zazdościłam jej troszeczkę. Też bym tak
chciała.






















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!