Chińczycy ukradkiem wnieśli znicz na Mount Everest
Sztafeta z ogniem olimpijskim dotarła w czwartek na Mount Everest, najwyższą górę świata. Chińskie władze, aby uniknąć protestów ze strony Tybetańczyków, dla których jest to święte miejsce, aż do ostatniej chwili ukrywały moment wniesienia pochodni.
- Nie wpychajmy sportowców w politykę
- Polacy jednak pobiegną z ogniem olimpijskim
- Ogień olimpijski wędruje przez Malezję
- Protesty witają znicz olimpijski w Seulu
- Kocha się w nim pół miliarda kobiet
- Wyprawa na dach świata z nocnikiem w dłoni
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-02-16

temp. min -13°C max. 2°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
W ekspedycji, która wniosła ogień na szczyt Czomolungmy, było 31 alpinistów. Organizatorzy podkreślali, że w jej skład, prócz stanowiącego większość w Chinach narodu Han, wchodzili także Tybetańczycy i członkowie mniejszości Tujia.
Sztafecie olimpijskiej towarzyszyły nadzwyczajne środki bezpieczeństwa, nie tylko z powodu ekstremalnych warunków pogodowych. Zarówno od strony Nepalu, jak i od strony Chin służby
bezpieczeństwa obu państw starały się zapewnić, aby na trasie sztafety nie było żadnych incydentów.
Po stłumieniu marcowych protestów w Tybecie sama idea wniesienia olimpijskiego ognia na szczyt świętej dla Tybetańczyków góry budziła wiele kontrowersji. Międzynarodowy Komitet Olimpijski
nie zdecydował się jednak na zmianę ustalonej wcześniej trasy.




















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!