W marcu brytyjska bulwarówka "News of the World" opublikowała zdjęcia nazistowskiej, sado-masochistycznej orgii Mosleya z pięcioma prostytutkami. Okazało się, że jego ojciec Oswald był założycielem brytyjskiej Unii Faszystów. Od tej pory nikt w świecie F1 nie chce miec z nim nic wspólnego.

"Przed wyścigiem w Monte Carlo (25 maja) niemal wszystkie teamy przygotowują się do operacji <jak uniknąć Maxa Mosleya>" - powiedział brytyjskiemu dziennikowi "The Times" pracownik jednego z teamów. Akcja przybrała gigantyczne rozmiary. Według tego samego źrodła, już na Istanbul Park, podczas ostaniego Grand Prix, doszło do spotkania przedstawicieli zespołów. "Potajemnie dyskutowano, co najważniejsze osoby w padoku mają robić, jeżeli przypadkiem spotkają prezydenta FIA".

W Monako ma funcjonować specjalny system zwiadowczy. Niektóre zespoły zatrudnią pracowników, którzy telefonicznie będą informować swoich szefów, gdzie przebywa Mosley. Śledzony będzie każdy jego krok. Członkowie zespołów zostali poinformowani, że pod żadnym pozorem nie mogą dać się z nim sfotografować - pisze DZIENNIK.

To nie koniec złych wiadomości dla Mosleya. Panująca w Monako od ponad 700 lat rodzina Grimaldi dała już do zrozumienia, że Mosley nie jest mile widziany podczas Grand Prix. Rzecznik rodziny królewskiej oficjalnie poinformował, że nie ma mowy, by książe Albert spotkał się z Mosleyem. FIA ogłosiła ostatnio, że jej oficjalnym przedstawicielem na Grand Prix Monako będzie Marco Piccanini, zastępca prezydenta. I to z nim ma się spotkać książe Albert.

68-letni prezydent FIA nie był na żadnym wyścigu od rozpoczęcia sezonu.

Przed Grand Prix Bahrajnu rodzina królewska podobno dysykretnie porosiła, by Mosley nie przyjeżdżał na tor. Nie zjawił się też w Hiszpanii, żeby nie wprawić w zakłopotanie króla Juana Carlosa. Przed wyścigiem w Stambule biuro premiera Turcji zwróciło się do Berniego Ecclestone'a, szefa Formula One Administration, by zapewnił, że Mosley nie pojawi się w padoku.

Dymisji prezydenta FIA domagają się szefowie większości zespołów w F1 (jako pierwsze wydały oświadczenia McLaren-Mercedes i BMW Sauber). "Czy nam się podoba, czy nie, dla wielu ludzi jesteśmy wzorami. F1 nie może sobie pozwolić na taki skandal" - mówi Mark Webber, kierowca Red Bulla.

"Powinien odejść. To, co zrobił, przekracza wszystkie granice. Takiego postępowania nie można tolerować" - twierdzi ikona F1, trzykrotny mistrz świata Sir Jackie Stewart.

FIA ma rozpatrywać sprawę Mosleya na specjalnym posiedzeniu 3 czerwca. Jego pozycja jest jednak coraz słabsza, a Grand Prix Monako może zakończyć jego karierę. "Jest jak cesarz bez ubrania. Jeżeli nie może wypełniać swoich obowiązków w Monako, nie będzie mógł tego zrobić nigdzie" - "Daily Mail", cytuje jedną z ważnych osób w F1.

Mosley mieszka w Monako i zapowiedział, że podczas Grand Prix odwiedzi padok jako osoba prywatna. Jego rzecznik Richard Woods potwierdził wczoraj, że prezydent FIA zjawi się w Monte Carlo niezależnie od tego, jak wielkie zamieszanie to wywoła.