800 tysięcy złotych za porażkę z Niemcami
Prezes PZPN Michał Listkiewicz postanowił dodatkowo zmotywować piłkarzy przed meczem z Austrią. Chciał zapłacić im 400 tysięcy dolarów za dobrą postawę w przegranym meczu z Niemcami. Leo Beenhakker się nie zgodził. Podłożem całej sprawy mogą być zbliżające się wybory w PZPN - pisze DZIENNIK.
- Austriacy: To proste, trzeba wygrać z Polską
- Policjant posędziuje mecz Polska - Austria
- Polska uczy się od Austrii jak organizować Euro
- Polacy z Austrią i Chorwacją zagrają o życie
- Polacy chcą zagrać z Austrią jak z Niemcami
- Polska - Austria. Prawdziwy czas próby
- Chorwaci pokazali, jak się ogrywa Niemców
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 28°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Propozycja padła podczas spotkania Listkiewicza z Leo Beenhakkerem po meczu z Niemcami. Za wygranie każdego z trzech meczów grupowych Polacy mieli otrzymać po 400 tysięcy euro do podziału i dodatkowo 800 tysięcy za wyjście z grupy. W sumie 2 miliony euro - dowiedział się DZIENNIK..
Listkiewicz chciał zmienić ustalone wcześniej zasady premiowania, Beenhakker uznał jednak, że jego zawodnikom nie jest potrzebna dodatkowa motywacja. "Rozmowy finansowe już zamknęliśmy. Tamte ustalenia są dla mnie i moich piłkarzy satysfakcjonujące i ostateczne" - stwierdził selekcjoner.
Listkiewicz nie chce potwierdzić, że zaoferował dodatkową premię za awans, choć przyznaje, że spotkał się z Beenhakkerem. "Proszę nie doszukiwać się podtekstów. Spytałem tylko, czy trener czegoś potrzebuje. Pieniądze? Ktoś tam coś powiedział, ale to było tylko takie gadanie. Chodziło raczej o sprawy organizacyjne, jakieś spotkanie motywacyjne z chłopakami czy coś w tym rodzaju" - mówi.
Warto przypomnieć, że dla Listkiewicza rzucenie dużej kasy na stół to nie pierwszyzna. Podobnie uczynił dwa lata temu na mundialu w Niemczech. Wtedy po przegranej 0:2 z Ekwadorem poszedł do Pawła Janasa i też ufundował ekstrapremię. Wtedy nie pomogło, bo na naszych czekali Niemcy.
Teraz rywal jest słabszy, szanse na powodzenie większe, a prezes może zbić na tym własny kapitał. Ostatnio na antenie nSport powiedział, że nie wyklucza startu we wrześniowych wyborach. Prezes zdaje sobie sprawę, że ewentualny awans znacznie podniesie jego notowania. Tak więc 400 tysięcy euro stanowi pierwszy, w dodatku bardzo poważny, argument w walce o reelekcję - zauważa DZIENNIK.














































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!