W finale na 100 metrów stylem motylkowym doszło do niesamowitego pojedynku między Miloradem Cavicem a Michaelem Pheplsem. Obaj panowie już od jakiegoś czasu mają ze sobą na pieńku. Podczas igrzysk w Pekinie obaj wpadli na metę niemal jednocześnie. Aparatura pomiarowa pokazała jednak, że to Amerykanin był o setną cześć sekundy szybszy. Cavić cały czas wszem i wobec opowiada, że to on jest zwycięzcą, a wygrana Phelpsa to był zwykły chwyt marketingowy, by Michael zdobył komplet ośmiu złotych medali.

W Rzymie w półfinale Cavić popłynął niesamowicie. Pobił rekord świata Amerykanina (50.01) i rozpoczął wielką grę psychologiczną. Mówił Pheplsowi, że jeżeli chce to dostarczy mu strój w jakim sam pływa, albo kupi mu za swoje pieniądze inny, byle tylko Phepls miał z nim szanse. Jeszcze przed startem, podczas prezentacji zawodników, Serb podczas wyczytywania swojego nazwiska cały czas prowokująco patrzył w stronę rywala.

Okazało się jednak, że trudno o coś bardziej niebezpiecznego niż rozdrażniony Phelps. Amerykanin popłynął oczywiście w swoim stroju i wygrał z Serbem, bijąc oczywiście rekord świata. i zostając pierwszym człowiekiem w historii, który złamał barierę 50 sekund (49.82).

Polacy swoje starty zakończyli z jednym tylko medalem - srebrem Pawła Korzeniowskiego. Generalnie tylko niepoprawni optymiści spodziewali się lepszego dorobku, ale niedosyt pozostał.

>>>Tak Korzeniowski zdobył srebrny medal

Zakończyły się mistrzostwa Świata w pływaniu. Z Rzymu wraca pan ze srebrnym medalem. Który wyścig, według pana, można określić biegiem mistrzostw?

Paweł Korzeniowski: Dla mnie oczywiście dwieście delfinem. A tak naprawdę to całe zawody stały na bardzo wysokim poziomie, było wiele ciekawych wyników. Najbardziej jednak podobał mi się wyścig na dwieście metrów stylem dowolnym i pojedynek Paula Biedermanna z Michaelem Phelpsem.

Phelps chyba nie był w Rzymie w tak dobrej formie jak w Pekinie.

Michael przegrał dwieście metrów kraulem, ale rekordy świata w delfinie pokazały że dalej jest najlepszy. Najbardziej chyba cennym zwycięstwem było sto metrów motylkowym. Jako pierwszy złamał granicę pięćdziesięciu sekund, i wygrał z Caviciem. Może nie wszyscy wiedzą, ale Serb ten wyścig rozpoczął na długo przed startem. Próbował zdekoncentrować rywali, proponował że dostarczy Amerykaninowi stroje, w których sam pływa żeby szanse były równe. Phelps popłynął jednak w swoim stroju. Chyba jeszcze nigdy nie widziałem Michaela tak szczęśliwego i świętującego zwycięstwo. Pokazał, że jest najlepszy.

Skoro mówimy o strojach, to czy uważa pan że to właśnie dzięki nim zawody były tak rewelacyjne pod względem sportowym?

Zdecydowanie tak. Dziesiątki rekordów świata i tak wysoki poziom to nie przypadek.

Stroje maja być już, wkrótce zabronione. Poradzi sobie pan bez nich?

Radziłem sobie jak nie było strojów, radze sobie też jak są. Myślę więc że nie odczuję braku super kostiumu w dużym stopniu. Stroje wprowadziły do pływania wyścig zbrojeń, lecz pływacy nie stracili przez niego głowy. Bardzo fajną historią jest półfinał Konrada Czerniaka. Tuż przed startem jednemu z zawodników pękł kostium. Według przepisów zawodnicy nie powinni czekać aż założy inny strój. Mimo że sędzia zapraszał ich na start, żaden z pływaków nie wyszedł dopóki Bovell nie założył innego kostiumu. To pokazuje że mimo wszystko pływanie pozostało czystym sportem gdzie liczy się zawodnik.

Jak pan oceni starty Polaków?

Było dobrze. Większość ekipy stanowili juniorzy, którzy główną imprezę mieli już za sobą w Pradze. Dużo osób zrobiło życiówki. Nie ma co narzekać.

Niedawno typował pan Kawęckiego na następnego mistrza świata, podtrzymuję to pan?

Tak. Radek znacznie poprawił się na tych mistrzostwach. Jest młody i ma jeszcze czas. Dziś już nie boi ścigać się z najlepszymi. Na nogach pływa lepiej niż ja... lepiej niż Lochte, który w tym elemencie jest czołowym zawodnikiem. Kawęcki był od niego szybszy na nawrotach.

Wygląda na to że po długiej nieobecności do głosu powraca Europa.

I to jak wyraźnie. Był przestój, a teraz rywalizujemy na równi z Australią, USA czy Chinami. Są Świetni Francuzi przebudzili się Niemcy, a u kobiet prym wiodą Rosjanki, Włoszki i Szwedki. Śmiało można powiedzieć że Europa wróciła do światowej czołówki.

Na podium melduję się pan już systematycznie. Wielu zawodników ma swoje firmowe zagranie. Lochte gdy wygra na dekorację zakłada grill na zęby Cesar Cielo za każdym razie przy okazji hymnu Brazylii płacze. Może powinien pan pomyśleć nad znakiem rozpoznawczym.

Lochte to typowy Amerykanin i zawsze robi show. Ja jestem raczej skromny i wolę żeby zapamiętano mnie z pływania i wyników a nie nakładki na zęby.

Rzym to nie tylko mistrzostwa świata, Rzym to też piękne miasto. Znalazł pan czas na zwiedzanie?

Miałem na to mało czasu ponieważ starty skończyłem dopiero w piątek. Podczas zawodów o zwiedzaniu nie ma mowy, słońce za bardzo męczy. Zobaczyłem jednak Koloseum, Panteon, a jednak największe wrażenie zrobiła na mnie fontanna Trevi. Byłem tam wieczorem gdy była już podświetlona. Siedziałem przy niej godzinę i nie mogłem się nadziwić.

Czyli w Rzymie nie był pan na wakacjach.

Absolutnie nie. Na wakacje jadę do Nowego Jorku. Moja dziewczyna, Marta Domachowska ma tam turniej wielkiego szlema i jadę jej kibicować.

Jest pan znanym fanem pizzy. W stolicy Włoch na pewno nie odmówił pan sobie spróbowania włoskiej pizzy.

Byłem na pizzy ale nie smakowała mi. Zdecydowanie najlepsza pizza jest ... w moim rodzinnym Oświęcimiu. Pizza z Włoch nie dorównuje tej z Tawerny w Oświęcimiu.