Scena, na której ustawiono stół, była ucharakteryzowana na ring, a obydwaj bokserzy wchodzili do niej jak na prawdziwe walki zawodowe. Były hostessy, dymy, głośna muzyka i błysk fleszy. Pierwszy wyczytany został mistrz świata IBF Tomasz Adamek. Gołota został potraktowany jako większa gwiazda i wszedł na scenę jako drugi.

Czuć było lekkie napięcie. Adamek wypowiadał się z pewnością siebie, ale dość dyplomatycznie. Gołota trochę się zacinał. To ślad po minionych walkach. Był ironiczny. Ani razu nie powiedział o rywalu po imieniu. Było tylko "on" lub "mistrz".

Walkę zorganizuje telewizja Polsat. "Nasz pomysł jest szerszy. W blasku tego wielkiego wydarzenia chcemy wystartować z Polish Boxing Night. Szykuje się niezwykły wieczór" - mówił szef redakcji sportowej Polsatu Marian Kmita.

Tomasz Adamek mówi, że na pewno pana pokona. Pan też jest tak samo pewny siebie?

ANDRZEJ GOŁOTA: On tak mówi?

Przed chwilą słyszałem na własne uszy.

Optymista.

Jak pan ocenia swoje szanse?

To jest taka ciekawostka. Nie wystarczy mówić. Trzeba to zobaczyć, przeżyć i się przekonać. Tylko Bóg wie, kto zwycięży. On zdecyduje.

Nie ma pan żadnych obaw przed tą walką.

Zawsze się boję. To jest taka wewnętrzna obawa. On 200 funtów waży (90 kg. Tak naprawdę Adamek waży obecnie 98 kg - red.).

Czuje się pan mocny?

Na pewno cięższy.

Ile pan waży teraz i ile chciałby pan ważyć 24 października?

Ostatnio ważyłem 253 funty po treningu, czyli ważę jakieś 260 (117 kg - red.) przed. Tragedia. Ale ostatnio gdy walczyłem w Chinach, zrzuciłem wagę i pamiętasz, co się stało. Kość mi się rozwaliła na pół. Chcę go pokonać siłą.

No właśnie, jak z pana zdrowiem?

W moim wieku kontuzje to normalna sprawa.

Może pan wyprostować rękę?

Jasne, że mogę. O, proszę (Gołota przymierza się lewym prostym do szczęki jednego z dziennikarzy).

Jakie ma dla pana znaczenie to, że będzie pan walczył w Polsce?

To jest super. Zawsze powrót do Polski to wspaniałe uczucie. Tu się urodziłem. Także serce ciągnie mnie tutaj. A Łódź bardzo lubię, bo tam boksowałem po raz pierwszy w turnieju międzynarodowym, który zresztą wygrałem.

Kto będzie miał więcej kibiców, pan czy Adamek?

Nie wiem, to jest przecież mistrz świata. W dodatku góral. Wiesz, co się będzie działo, jak tam przyjadą górale z ciupagami? Będzie niebezpiecznie.

Z kim będzie się pan przygotowywał do tej walki?

Oczywiście z Samem Colonną.

Dawno wrócił pan do treningów?

Dawno. On już się gotuje, walczy, więc i my już coś tam boksujemy.

Co sprawiło, że zdecydował się pan wrócić na ring?

Jak mnie zaprosił do tańca, to trudno mu odmówić.

A może zdecydowały pieniądze. Ile pan zarobi?

Podobno zawsze jest tak, że największe pieniądze bierze mistrz. 80 czy 90 procent, a ochłapy są dla tego słabszego.

Adamek ma pas, a pan znane nazwisko. Za darmo nie będzie pan walczył.

Mogę i za darmo.

Według Ziggy'ego Rozalskiego obaj jesteście zadowoleni z podziału pieniędzy.

Ale ja ostatnio zmieniłem menedżera. Moja żona będzie menedżerem, Ziggy jest zwolniony.

Dlaczego?

Przeszedł do przeciwnika. Ziggy zawsze mądry, więc zawsze wybiera lepiej.

Prywatnie lubi pan Adamka?

Kocham go. Tyle bzdur na mój temat nagadał, że teraz bardzo go lubię.

Miło więc będzie wejść do ringu i odpłacić mu za wszystko?

Zawsze to jest jakaś szansa podziękowania za dobre słowo.

Za co konkretnie?

Za wszystko, co o mnie mówił. On jest bardzo elokwentnym człowiekiem i wie, co mówi.

W tej walce pan ma więcej do stracenia niż Adamek. Opłaca się z nim walczyć?

Przede wszystkim to ja nie chcę nic tracić. Wiadomo, że gdyby on wygrał, to wyjdzie na to, że jest wielkim góralem. Jeśli wygram ja, to powie: on był cięższy.

Więc po co panu ta walka?

Żeby mu pokazać, że nie powinien w ogóle startować w tej kategorii, rozumiesz? Że waga ciężka nie jest dla niego. Ale skoro czuje się tak silny...

Jednak wielu fachowców mówi, że pan nie ma szans z Adamkiem, że jest on dla pana za szybki.

Tak? Nie mam szans?

Takie jest zdanie m.in. Jerzego Kuleja czy pana byłego trenera Janusza Gortata.

No to przyjmę zakłady. Ale, dobra, na razie, muszę tu z kimś pogadać.