Był to drugi pojedynek obu pięściarzy. Przed rokiem w Legionowie Mollo w pierwszej rundzie znokautował Polaka. Do tamtego wieczora Zimnoch był niepokonany na zawodowym ringu i uchodził za faworyta, mimo że jego rywal ma bogatszą karierę (21 zwycięstw z czego 13 nokautów).

Polak zapewniał, że tym razem nie da się zaskoczyć. „Jestem we wszystkich elementach lepszym bokserem niż rok temu” – ocenił Zimnoch.

W ringu obaj pięściarze czuli respekt wobec siebie. Przez dwie rundy z rzadka skracali dystans. Pod koniec drugiej Zimnoch prawym sierpem powalił Amerykanina na deski. Tylko dlatego, że stało się to w ostatniej sekundzie Mollo dotrwał do gongu po liczeniu.

W trzeciej partii Zimnoch ruszył z impetem na rywala. Zasypywał go seriami ciosów, ale kilka razy sam się zbyt odsłonił i nadział na kontry. Mollo chwiał się na nogach.

"Nie chciałem się wystrzelać za szybko. Chciałem, żeby ludzie jeszcze pooglądali trochę boksu" - mówił po pojedynku Zimnoch.

W czwartej rundzie to Amerykanin wyprowadził więcej ciosów, choć Polaka były mocniejsze i robiły większe wrażenie na rywalu.

Pod koniec szóstej rundy Zimnoch ponownie przypuścił szturm na rywala. Zepchnął go do lin i wyprowadzał serie sierpowych z obu rąk.

"Kontrowanie Mollo sierpowymi jest o tyle łatwe, że on ma słabe nogi i leci głową do przodu" - wyjaśnił skuteczność tych akcji Polak, który w sobotę odniósł 22. zwycięstwo na zawodowym ringu.

Mollo ponownie dotrwał do końca rundy, ale po niej nie był już w stanie kontynuować walki. Mimo animozji okazywanych w dniach poprzedzających pojedynek, po jego zakończeniu obaj pięściarze się objęli, a Zimnoch zwracał się do rywala: „Bracie”.

W pozostałych walkach gali najlepsze wrażenie pozostawili Michał Syrowatka i Paweł Stępień. Ten pierwszy w wadze junior półśredniej pokonał przez techniczny nokaut Filipińczyka Elmo Trayę. Natomiast Stępień w wadze półciężkiej potrzebował niespełna rundy by pokonać Ukraińca Artema Redkina.