Werdykt sędziów był zdecydowany, punktowali 117-111, 116-112 i 115-113 dla Horna, który zanim poświęcił się pięściarstwu pracował jako nauczyciel.

Na trybunach zasiadło 50 tys. widzów. Kibice byli świadkami jednej z największych niespodzianek w ostatnich latach. 38-letni Pacquiao to 11-krotny mistrz świata i - jak uważali przed walką eksperci - nie powinien mieć żadnych problemów ze znacznie mniej doświadczonym i 10 lat młodszym Hornem.

To był 68. pojedynek Pacquiao w karierze i siódma porażka.

"Horn zasłużył na zwycięstwo. W dziewiątej rundzie miałem okazję, by zakończyć walkę, ale rywal okazał się zbyt mocny. Chciałbym doprowadzić do rewanżu" - powiedział po porażce Filipińczyk.

Horn, który odniósł 17. zwycięstwo (11 KO) i przy jednym remisie pozostaje niepokonany na zawodowym ringu, podziękował rywalowi, że w ogóle zdecydował się z nim walczyć.

"Spełniły się moje marzenia, ale w głębi duszy wiedziałem, że jestem w stanie wygrać. Łatwo jednak nie było, bo przyjąłem kilka naprawdę mocnych ciosów. Na rewanż jestem gotowy" - zapewnił Australijczyk.

Na początku listopada 2016 roku Pacquiao, który wcześniej kilka razy zapowiadał zakończenie kariery sportowej, wrócił na ring i podczas gali w Las Vegas pokonał jednogłośnie na punkty Amerykanina Jessiego Vargasa odbierając mu tytuł mistrza świata federacji WBO w kategorii półśredniej.

W kwietniu zeszłego roku słynny Filipińczyk wygrał z Amerykaninem Timothym Bradleyem walkę, która miała być jego pożegnaniem z ringiem. Miesiąc później zdobył w wyborach parlamentarnych na Filipinach mandat senatora, ale już w lipcu ogłosił, że jednak będzie kontynuował karierę.

"Pac-Man" jest jedynym pięściarzem w historii, który był mistrzem świata w ośmiu kategoriach wagowych - od muszej do lekkośredniej. Pierwszą zawodową walkę stoczył w styczniu 1995 roku, zarabiając tysiąc peso (19 euro). Obecnie jego fortuna jest szacowana na ponad 500 mln dolarów.