W połowie grudnia 2016 roku złoty medalista olimpijski z Los Angeles w 1984 roku oraz z Seulu cztery lata później nie pojawił się na rozprawie sądowej w Wiedniu. Miejscowe media uznały, że jego zachowanie można interpretować jako przyznanie się do winy.

"O tym, że został wystawiony międzynarodowy nakaz aresztowania dowiedziałem się z internetu. Nie jestem jednak zaskoczony, bo wiem, jakie są konsekwencje nie pojawienia się na rozprawie. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie może się znajdować, ponieważ od pewnego czasu się ze mną nie kontaktuje" - skomentował obrońca byłego sportowca Bernhard Lehofer.

Dodał, że wielokrotnie chciał się z nim skontaktować telefonicznie, ale ponieważ mu się to nie udało, postanowił zaprzestać prób.

"Peter zna mój numer. Jeśli będzie potrzebował pomocy, wie jak mnie znaleźć" - powiedział adwokat.

Po raz ostatni widziano go w Azerbejdżanie, ale tam ślad się urwał. Wpadł dzięki pracującym w Tbilisi i Kijowie policjantom austriackim, którzy współpracowali z miejscowymi kolegami. Ustalono, że 14 grudnia 2016 roku przyleciał samolotem z Gruzji do Kijowa i wynajął tam mieszkanie.

Zaskoczony aresztowaniem Seisenbacher nie stawiał oporu.

Seisenbacher jest jednym z najbardziej utytułowanych judoków w historii. Był pierwszym zawodnikiem tej dyscypliny, któremu udało się zdobyć dwa złote medale olimpijskie w dwóch kolejnych igrzyskach. Po zakończeniu kariery został trenerem. Prokuratura w Wiedniu oskarża go o to, że w latach 1997-2004 wykorzystywał seksualnie w klubie judo w stolicy Austrii w którym pracował dwie nieletnie dziewczynki.