Dziennikarze telewizji "Premiere" przynieśli na spotkanie z Heidfeldem pistolet służący do dokręcania kół oraz śrubę, która była przyczyną nieszczęścia kierowcy teamu BMW-Sauber. "Takie rzeczy się zdarzają" - powiedział przed kamerami Heidfeld, wyraźnie nieskory do żartów.

Być może błąd mechanika wynikał ze zbyt dużego pośpiechu. Pit-stop Heidfelda był wyjątkowo szybki. Gdyby nie fatalna śruba, spędziłby w boksie ponad sekundę mniej niż Robert Kubica i mógłby próbować go wyprzedzić pod koniec wyścigu. Polak nie chciał jednak tego komentować. "Tym razem to Nick miał pecha, takie są wyścigi" - stwierdził w rozmowie z "Super Expressem" nasz rodzynek w Formule 1.