Kiedy bolid uderza w ścianę, odpadają koła, przednie i tylne skrzydła, wszystkie mikroskopijne części, które oszukują wiatr i pozwalają rozwijać zawrotne prędkości.
Tak było podczas kraksy Roberta Kubicy. Auto Polaka było niemal doszczętnie zniszczone. Ale kokpit, ta tuba zbudowana z praktycznie niezniszczalnych włókien węglowych o strukturze plastra miodu, zapewnił naszemu kierowcy bezpieczeństwo.

Budowa bolidu (samo nadwozie, bez silnika) kosztuje 150-300 tys. dolarów, ale teamy Formuły 1 bez mrugnięcia okiem wydają takie pieniądze. W końcu najważniejsze jest bezpieczeństwo kierowców.

Kokpit jest praktycznie niezniszczalny. Wytrzymuje obciążenia nawet do stu ton, do których dochodzi podczas niesamowicie szybkiej jazdy. Polak uderzył o ścianę wokół toru z prędkością ponad 200 km/h, ale nie stało mu się nic poważnego. Ma jedynie skręconą nogę i wstrząśnienie mózgu. Mogło się skończyć dramatycznie, ale na szczęście budowa bolidu ocaliła życie i zdrowie Polaka.

Kubica nie odniósł także urazu kręgosłupa, bo nad tym czuwa system HANS. Skrót pochodzi od angielskiego Head and Neck Support, czyli system wspierania szyi i głowy. W F1 stosuje się go od 2003 roku - celem jest zredukowanie sił działających na szyję i głowę kierowcy podczas wypadków z użyciem ogromnych sił, kiedy w ułamkach sekund zawodnik poddawany jest ogromnym przeciążeniom - czytamy w "Gazecie Wyborczej".