Na 27. okrążeniu w Grand Prix Kanady Kubica próbował wyprzedzić Trullego. Wtedy przednim skrzydłem swojego bolidu zahaczył o tylne koła samochodu Włocha. Stracił panowanie nad autem, wypadł z toru i uderzył o ścianę. Kierowca Toyoty nie jest winny - w tej sytuacji zachował się najlepiej, jak mógł. "Trulli zostawił Kubicy wystarczająco dużo miejsca. Nie było go za wiele, ale Polak powinien był sobie poradzić" - powiedział Whiting.

Sam Trulli mówił po wypadku, że starał się pomóc Kubicy go wyprzedzić. "Zjechałem na prawą stronę, robiąc mu miejsce po lewej. Po chwili poczułem uderzenie w tył mojego bolidu. Byłem przerażony, widząc, jak obok mnie dosłownie przelatuje inny samochód" - powiedział kierowca Toyoty.

Sprawę wypadku Kubicy badała specjalna komisja. Po analizie zapisu wideo z wydarzenia uznała, że Trulli nie popełnił żadnego błędu i nie przyczynił się do makabrycznej kraksy Polaka.