Taki sam bolid, jakiego podczas zawodów używa polski kierowca BMW Sauber, stoi w warszawskim salonie tej firmy. Wypucowanego cacka nikt nie ma prawa nawet dotknąć. Nam udało się spróbować przeprowadzić w nim symulację testu, jaki czeka Kubicę.

Robert, który praktycznie bez szwanku wyszedł z makabrycznie wyglądającego wypadku na torze w Montrealu, będzie musiał w ciągu 5 sekund wysiąść z samochodu, drugie tyle ma na przygotowanie go do holowania.

Zwykłemu człowiekowi o wiele więcej czasu niż wydostanie się z kokpitu zajmuje zajęcie miejsca za kierownicą. Choć nasz dziennikarz jest o 7 cm niższy i kilka kilogramów lżejszy od Kubicy, na nadmiar miejsca w środku nie narzeka. Nogi wkłada w ciemny i wąski, przypominający koję na łódce, tunel. Fotel, a w zasadzie spełniający jego rolę twardy, wyprofilowany kubełek ściśle przylega do ciała. Po kolei zapina pasy, zaciska ręce na wyprofilowanej specjalnie dla dłoni Roberta kierownicy, rozgląda się... W zasadzie mógłbym ruszać.

Kiedy nasz wysłannik jest już zapięty, zaczyna test. Najpierw pasy. Rozpina się je jednym ruchem, przesuwając zabezpieczenie na umieszczonej na wysokości pępka klamrze. Z kierownicą idzie mu gorzej, bo dostęp do dźwigni odblokowującej z drążka utrudniają lotki służące do zmiany biegów. Wyskakuje ostrożnie, żeby nogą nie zahaczyć o warte kilka miesięcznych pensji lusterko. Spocony ze strachu i emocji sprawdza czas. 10 sekund.

Razem z ponownym zamontowaniem kierownicy, test zajął 12 sekund. Jak na człowieka bez żadnej wprawy, robiącego to pierwszy raz w życiu, to chyba nieźle? Kubica, który do swojego samochodu wsiadał i wysiadał setki razy, nie powinien mieć z tym najmniejszego problemu.